…takiego esemesa wysłałem trzem znajomym po powrocie z wybrzeża. Jeden z nich miał czarny i, niestety, proroczy humor. „Dwa dni temu byś tak nie napisał, bo można było pontonem pływać po Ząbkowskiej” – odpisał. Czar słodyczy prysł w niedzielę, powrót do rzeczywistości był bolesny i… rzeczywiście mokry. Wystarczyło, że popadało trzy godziny. Z komunikacyjnego punktu widzenia – znów żyjemy na odciętej wyspie. W stronę Szkolnej – jezioro, Leśna zamknięta z powodu prac kanalizacyjnych, w stronę Szpitalnej – jezioro. Wjeżdżając w megakałuże człowiek drży, żeby silnik nie zgasł. A kiedy już odetchnie z ulga, że jeszcze raz się udało, a potem skręci w Szkolną, trafia na następne wielkie bajoro przy Koszalińskiej…

I tu wielki paradoks – znajduje się ono dokładnie nad rowem melioracyjnym, który odprowadza wodę do kanału mareckiego. Czy są jakieś obostrzenie prawne, zakazujące wpuszczania deszczówki do rowów? Bo jeśli nie, wystarczyłby niedrogi montaż zwykłej studzienki przy tym skrzyżowaniu, żeby pozbyć się nadmiaru H2O.

PS. Jest też coś optymistycznego. Kable na Ząbkowskiej, o których niedawno pisałem, że wiszą na wysokości idealnej dla skoczka wzwyż, zostały powieszone wyżej.

PS1. Po tygodniu spostrzegłem, że kratka odpływowa jednak jest. Czyli musiała być wtedy zapchana

Reklamy