Kiedyś strasznie się wściekałem, gdy widziałem wężyki, wypompowujące wodę z posesji na ulicę. Wówczas moja żona zadała mi jednak jedno pytanie: a co ty byś w tej sytuacji zrobił, gdybyś miałbyś zalaną piwnicę? Piwnicy nie mam, ale jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację i od tego czasu moje pryncypialne stanowisko uległo, hmmm, zmiękczeniu.

Ci, którzy wypompowują, też nie czują się z tym komfortowo. Owszem, jest grupa osób, która się nie patyczkuje i bez zbędnych ceregieli kładzie szlauf na ulicy. Są też jednak i tacy, którzy próbują to robić dyskretniej. Może im głupio, może boją się kar (podobno jedno z miast powiatu groziło w te ulewne dni mandatami za wypompowywanie H20). Dlatego wypuszczają wodę na tyłach posesji, drążąc uprzednio wzdłuż płotu rowek, którym ciecz spływa na ulicę. Nikt tego nie widzi, a woda i tak spływa na drogę. Jeszcze ciekawszy patent spotkałem przy Ząbkowskiej. Otóż ktoś zakopał rurę (lub wąż) i wyprowadził poza płot. Nie zorientowałbym się, że coś takiego wymyślono, gdyby nie niewielki strumień wody, który pod ciśnieniem wypływał tuż przy ulicy. Znakiem tego – markowianin potrafi, pompa działała.

Skoro jesteśmy już przy Ząbkowskiej, budowa kanalizacji deszczowej budzi nadzieję, że będzie lepiej. To wyniki oględzin odcinka między Fabryczną i Szkolną. Tam już nie ma kałuż (są za to wężyki), podczas gdy na odcinku od Szkolnej do Szpitalnej nadal do przejazdu potrzeba amfibii. Tyle że budowa deszczówki na Ząbkowskiej to kropla w morzu mareckich potrzeb. Co gorsza, wielu mieszkańców nie zdaje sobie sprawy, że budowa kanalizacji sanitarnej nie oznacza z automatu stworzenia deszczowej. Gdzieś na forum przeczytałem, że na Leśnej robią deszczówkę. Byłaby to naprawdę miła niespodzianka, ale obawiam się, że to tylko pobożne życzenie.

We wtorek sprawą odwodnienia zajmie się rada miasta. Podobno jest gotowy program. Od kilku radnych usłyszałem, że koszty liczone nie są w dziesiątkach, ale setkach milionów złotych…

Advertisements