Jedna z szacownych obywatelek naszego miasta potwierdziła moje najgorsze przypuszczenia. W przypływie szczerości powiedziała mi, że przynudzam na blogu. Dziennikarz, człek gruboskórny, nie obraża się, słysząc takie słowa. Modyfikując stare powiedzenie – prawdziwa cnota krytyki się nie boję J (ale raczej z pokorą przyjmuję). Zabieram się więc do kolejnego wpisu, mając nadzieję, że TYM RAZEM nie zanudzę na śmierć.

Przyznam, że jest to dla mnie zadziwiająca sprawa. Kiedy będziecie jechać z Marek w kierunku Warszawy, zwróćcie uwagę na tzw. drogę techniczną, która została wybudowana przy okazji modernizacji Trasy Toruńskiej. Będzie znajdować się po Waszej prawicy i przyciągać uwagę nowiutkim asfaltem, nową kostką brukową czy metalowymi słupami latarni. I tylko jednego brakuje: połączenia z ulicą Zygmuntowską. Tak, jakby jej nie było na mapie. Zwrócił mi na to uwagę radny Orych.

Pojechałem, by przekonać się na własne oczy i udokumentować komórką owo absurdalne rozwiązanie (a raczej jego brak). Wyjazd z Zygmuntowskiej, tuż obok zakładu szklarskiego, kończy się… wysokim chodnikiem. Może goście na desce byliby go w stanie pokonać, ale samochód osobowy – już nie. Oczywiście życie nie znosi próżni. Mieszkańcy zrobili sobie objazd gruntową drogą przez niezabudowaną posesję, która doczekała się odpowiedniego wlotu. Ale czy na pewno o to chodziło? No i ciekaw jestem kto dał plamę? Drogowcy? Miasto? A może jedni i drudzy?  No i czy ktoś poprawi ten błąd?

Ktoś powie – niewielka ulica, w czym jest problem. Ano jest. W poprzedniej kadencji miasto miało gest i przy Zygmuntowskiej kupiło kawał ziemi (za jakieś 7 mln zł). Kiedyś COŚ TAM powstanie (szkoła, przedszkole, basen, domy, plac zabaw*). Z partyzanckim dojazdem?

*niepotrzebne skreślić