Wpadam dość często do zaprzyjaźnionego sklepu po pieczywo. To zawsze okazja do krótkiej i sympatycznej pogawędki. Jakoś ostatnio regularnie powraca temat letnich opadów, które niejednemu z nas dały solidnie kość. Sympatyczna sprzedawczyni narzeka, że po każdej większej ulewie zalewa jej szambo (pardon, bądźmy bardziej eleganccy – zbiornik bezodpływowy) i w związku z tym musi ponosić dodatkowe koszty wywozu: nie tyle nieczystości płynnych, ile deszczówki. Niech już ta kanalizacja sanitarna będzie zrobiona – mówi zniecierpliwiona. Przeszedłem nad tym zdaniem do porządku dziennego aż do chwili, kiedy porozmawiałem sobie z trzema mądrymi mareckimi głowami.

Konkluzja? Mamy do czynienia ze swoistym paradoksem – negatywna rzecz (nadmierne deszcze plus wysoki poziom wód gruntowych) stymuluje pozytywne zachowanie, czyli składanie wniosków o podłączenie do kanalizacji. Mówiąc wprost – ludzie nie tylko chcą żyć normalnie (wygodniej), nie tylko chcą zwiększenia wartość swoich nieruchomości – nie chcą też płacić za to, że deszczówka wdziera im się do szamba.

Cóż, widziałem to na własne oczy. Naprzeciw siedziby Wodociągu Mareckiego pełną parą (naprawdę) działa biuro, gdzie można złożyć odpowiednią dokumentację. Niezły rejwach – pomyślałem przez chwilę. Gdy wchodziłem do budynku, ktoś już z papierami wychodził, gdy wspiąłem się na piętro, obsługiwanych było przynajmniej dwóch takich jak ja delikwentów, gdy wychodziłem, jakaś kobieta mnie pytała, czy to tu załatwia się sprawę kanalizacji sanitarnej. Oczywiście mogła to być chwilowa kumulacja, ale z nasłuchu wynika, że w tej materii (popyt) sprawy zaczynają stać przynajmniej nieźle. A to by oznaczało, że wodociąg wypełni unijne zobowiązania. Czego sobie i Państwu życzę.

Reklamy