Przystanąłem zdyszany i znów mogłem przecierać oczy ze zdumienia. A przecież już traciłem wiarę, że to jest możliwe… Przez kilka miesięcy w głowie kiełkowała chora myśl, że Ząbki chcą się odciąć od Marek i dlatego nie remontują podziurawionej jak szwajcarski ser Szpitalnej. I to z wyrwami w asfalcie w formacie XXXL. Jeden ze znajomych radnych przekonywał, że nie ma szans, by do napraw doszło jeszcze w tym roku. Po cichu liczyłem jednak, że przed 1 listopada dojazd dla ząbkowian na ząbkowski cmentarz będzie się odbywał w cywilizowanych warunkach, a burmistrz Perkowski nie pozwoli sobie na takie niedociągnięcie. I ta kalkulacja okazała się słuszna. Na Szpitalnej leży nowy asfalt. Człowiek nauczony, że należy się cieszyć z małych rzeczy, prawie wpada w euforię. Tylko znów to słowo – prawie…

Przecież już za chwilę dojazd do Warszawy od Marek/Ząbek okaże się drogą przez mękę. Zamknięcie ruchu dla prywatnych aut przy Wileniaku spowoduje, że – przynajmniej w pierwszym okresie – na Radzymińskiej czy Targówku Przemysłowym – powstaną gigantyczne korki. Przedsmak tego miałem w poniedziałek, kiedy do stolicy zamiast 20 jechałem 40 minut. Cóż, czas się znów zacząć przyzwyczajać do środków publicznych. Najpierw spacer do Ząbek, a potem stacja PKP. Tylko kartę miejską jeszcze trzeba wyrobić…

Reklamy