Regularnie co jakiś czas odrobinę miejsca na blogu poświęcam Piekarni Szwajcarskiej. Moi koledzy dziennikarze mogliby dojść do wniosku, że to bardzo podejrzane :), bo cóż niby takiego tam się dzieje, że piszę o jednej z wielu firm tej branży. Po pierwsze, jest z Marek (róg Okólnej i Słonecznej), po drugie – lubię jej pieczywo, po trzecie (i to chyba najważniejsze) regularnie inwestuje – jeśli nie w produkty, to w tzw. otoczenie biznesu.

Ale żeby nie było za słodko – to trochę obciach, że przyfabryczny sklep firmowy „Szwajcara” mieści się w niewielkim kontenerze. Cóż, przywodzi on czasy handlu lat 90. ubiegłego stulecia niż miejsce zakupów z XXI wieku. „Ratowały” to miejsce sympatyczne sprzedawczynie, z którymi można było pogwarzyć i o pogodzie, i o zalanych Markach czy o miłościwie nam panujących władzach. Już w tym roku poplotkować będzie można w nowym miejscu.

Niedawno pisałem, że „Szwajcar” przeniesie się do nowego lokalu, budowanego tuż za kontenerem. Jak widać na powyżej załączonym zdjęciu, mury wspięły się do góry szybko, a do przenosin dojdzie prawdopodobnie jeszcze jesienią. Mnie szczególnie cieszy jeden nieduży element – jak obiecują sprzedawczynie w nowym sklepie pojawi się krajalnica, która jest stałym elementem wyposażenia innych placówek tej sieci. Stracą na tym… kaczki i gołębie, które od czasu dokarmiam resztkami ze „Szwajcara”. Będą mógł bowiem (a przynajmniej na to liczę) kupować połówki już pokrojonych bochenków…

Reklamy