Jakowaś cisza nastała w internecie, gdy podatki od nieruchomości poszły po ostatniej sesji w górę. Cóż, nikt nie lubi ogłaszać gorszych (z punktu widzenia podatnika) wieści, więc wezmę to – mówiąc językiem młodzieżowym – „na klatę”. W końcu nie muszę się martwić: nie jestem burmistrzem, ani radnym, więc mogę ogłosić takie informacje. Tu poczynię jedno zastrzeżenie – wieści o zmianach potwierdziłem w dwóch źródłach, nie mam jednak pewności co do skali zmian. Prawdopodobnie są to liczby, które podawałem w jednym z ostatnich wpisów.

A propos podatków dostałem ciekawy komentarz:

Przepraszam za bezpośredniość, ale mocno odczuwalne dla mnie jest traktowanie w Pana wpisie (i poprzednim o budżecie też) tematu zmiany stawek podatkowych jak jakiejś bomby – jakby takie sondażowe dodawanie soli do zupy… – pisze p33m3k.

I dodaje:

Jak przychodzi do różnych oczekiwań, żeby w mieście było to czy owo, to pieniędzy nie ma. Jak tak dryfuje się z roku na rok z realnie spadającymi przychodami, a rosnącymi choćby o inflację kosztami, to trudno się dziwić, że po 10 latach (jak nagle chce się coś więcej zrobić w mieście) to szybciej „zagląda do okna ratusza próg deficytu”– opisuje p33m3k.

Zapewniam – nie chciałem dolewać oliwy do ognia. Pewnie Pan będzie zdziwiony, ale uważam, że w morzu podatków, które płacimy na co dzień (PIT, CIT, VAT, akcyza), ten od nieruchomości jest ledwie kroplą. Jedziemy raz do Reala, robimy duże zakupy i okazuje się, że wysokość VAT to jest dokładnie jedna kwartalna rata podatku od nieruchomości. Różnica jest taka, że ten ostatni „bardziej boli”, bo przychodzi pismo z urzędu miasta, a nie ukryty w paragonie fiskalnym pod nazwą „PTU”. We wpływach samorządowych to też nie jest pozycja numer jeden. O ile pamiętam – w przypadku Marek mówimy plus minus o 15-20 proc. dochodów. Samorządy są niestety uzależnione od tego, ile im przekaże minister finansów – w ramach subwencji oświatowej i odpisie z podatków.

Z racji zawodowych obowiązków rozmawiałem w ubiegłym roku z profesorem Swianiewiczem, doradcą prezydenta ds. samorządów, który sugeruje zmianę formuły podatku. I pyta – czy to normalne, że właściciele rudery i nowoczesnego budynku o tej samej powierzchni płacą tej samej wysokości podatek? Do tego wniosku dochodzą też duże samorządy i zaczynają lobować za zmianą przepisów. Tylko że są zbyt słabe i zmian nie będzie… Bo i słowo „kataster” żadnemu politykowi nie przejdzie przez usta. Ale są przecież warianty pośrednie – między obecną formą podatku a zależną od wartości nieruchomości.

I jeszcze jedno. Deficyt to już chleb powszedni w Markach… Ale ja się nie boję długu (i w konsekwencji deficytu), o ile pieniądze są wydawane sensownie… Na pewno samorządy (w skali kraju) mają zdrowsze długi, niż te, które uczyniły nam wszystkie bez wyjątku rządy obecnego stulecia.

Reklamy