Wpadły w me ręce ciekawe badania, dotyczące nowej ustawy śmieciowej. Z grubsza chodzi to, że władztwo nad śmieciami będą sprawować gminy, a nie Kowalski. Dziś każdy z nas (bądź wspólnota, spółdzielnia etc) ma podpisaną umowę z prywatnym operatorem. Według nowych przepisów, zarządzaniem nieczystościami ma się zajmować samorząd, który wybierze firmę/firmy (nazwijmy je umownie MPO), a nam będzie wystawiał rachunki. Ta operacja, która budzi zresztą mnóstwo kontrowersji, związana jest z koniecznością wypełnienia norm, związanych z utylizacją śmieci. Dziś ich ogromna większość ląduje na wysypiskach, w przyszłości – ma podlegać segregacji oraz spalaniu. Tyle wstępu, czas zajrzeć do badania przeprowadzonego przez SMG/KRC dla kancelarii prawnej KSP (raport jest datowany na listopad 2011 r.).

To, co przykuwa uwagę, to oczywiście część o cenach. I od razu ciekawa rzecz – wśród przebadanych gmin tylko 7,5 proc. dokonało symulacji kosztów. Autorzy od razu alarmują, że grozi to przypadkowością powstania budżetów odpadowych. Samorządowcy w większości są jednak przekonani, że koszt odbiorów śmieci wzrośnie. Tego zdania jest 61 proc. ankietowanych. Tylko 4 proc. przewiduje, że będzie on niższy, a 24 proc. że pozostanie na tym samym poziomie. Lepiej wyglądają ankiety wyłącznie w środowisku gmin miejskich (do których należą Marki). Tu o nieuchronności wzrostu cen jest przekonanych „tylko” 38 proc. ankietowanych, a 31 proc. twierdzi, że stawki się nie zmienią. Jak na to patrzą firmy? Tu też wnioski są ciekawe. Prawie 61 proc. przedsiębiorców zakłada, że w 2012 r. – w porównaniu z tym rokiem – zysk pozostanie na tym samym poziomie. Akurat mnie to nie dziwi – pierwsze przetargi to będzie wojna o życie między firmami. Kto je przegra, wypadnie ze śmieciowego biznesu. Autorzy raportu też zakładają, że na początku firmy zaakceptują minimalną marżę bądź nawet będą odbierać śmiecie po kosztach. Są i jednak optymiści-przedsiębiorcy. Wzrost zysku zakłada 30 proc. firm (spadek – tylko 9 proc.). Jak będzie w Markach? Pożyjemy, zobaczymy. Wszak to ratusz przygotuje symulację stawek, a w projekcie budżetu już uwzględnił trzy urzędnicze stanowiska do obsługi śmieciowego biznesu.

Meczy mnie jedna rzecz. Niestety te trzy litery są zmorą wielu samorządowców. To VAT. Prawdopodobnie gmina nie będzie mogła go sobie odliczyć w biznesie śmieciowym i de facto przerzuci go na mieszkańców. A są to niebagatelne pieniądze. Zróbmy symulację. Z domu państwa X cztery razy w miesiącu wyjeżdża worek 120 litrowy. Za usługę płacą 6 zł samego VAT (stawka 8 proc.). Rocznie są to 72 zł. Teraz przemnóżmy to np. przez pięć tysięcy domów. Wychodzi 360 tys. zł samego podatku. Nie wiem, czy w takiej sytuacji gmina nie powinna powierzyć (o ile jest taka prawna możliwość) zarządzania (ale nie wywozu) śmieciowym biznesem własnej, kontrolowanej w 100 proc. spółce celowej non profit – właśnie po to, by nie płacić ministrowi Rostowskiemu. Ludzi i tak trzeba zatrudnić, więc niech to weźmie na siebie operator, a przy okazji ograniczy koszty.

Advertisements