Słowo „kryzys” jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Szczerze mówić – mam już go po dziurki w nosie. Szukam pozytywnych informacji – a tych – w zalewie negatywnych komunikatów z Eurolandu – na szczęście nie brakuje. Nasza gospodarka wciąż rośnie, słaby złoty sprzyja eksporterom, zagraniczni partnerzy inwestują nad Wisłą, a po tłumach w marketach widać, że popyt wewnętrzny nie słabnie. Duch w narodzie też chyba nie upada, czego doświadczyłem niedawno w ciekawej rozmowie z właścicielem warsztatu stolarskiego, który od niedawno działa przy Al. Piłsudskiego w wyremontowanym pawilonie za stacją LPG. Traf chciał, że zepsuła mi się szuflada, a ponieważ duuuuuuuużo brakuje mi do tego, by być Adamem Słodowym, wolałem oddać naprawę w ręce fachowca. Od słowa do słowa i w końcu doszliśmy do słowa „kryzys”.

Wie Pan co… Bo jak sobie coś postanowię, to ja to zrealizuję. Optymizmu nam trzeba i konsekwencji. Jak będziemy się bać, to nic dobrego z tego nie wyjdzie – wyjaśniał mi swoją filozofię przedsiębiorca.
Za słowami pójdą czyny – czyli prawdopodobnie powstanie nowe miejsce pracy.
Brakuje mi tu tapicera, więc te prace muszę zlecać na zewnątrz. Ale pewnie niedługo będziemy mieć tutaj także taką działalność – kontynuował mój rozmówca.
Potem trochę pospieraliśmy się na temat tego, kto rządzi światem. Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów i szukania wyjaśnień na YouTube. Ale mam wrażenie, że zgodziliśmy się co do jednego: że świat finansów nie jest już odzwierciedleniem gospodarki, lecz realna gospodarka staje się niestety odbiciem stanu globalnych finansów. Czyli świat stanął na głowie… Ale u nas może być w miarę normalnie. Oby wszystkim (nie tylko mareckim) przedsiębiorcom nie brakowało optymizmu, zapału i pomysłowości, czego szczerze im życzę w nadchodzącym roku!

Ps. Szuflada jest już na swoim miejscu. Teraz wybieram się z krzesłem 🙂 Znów może sobie pogadamy

Reklamy