Odejść na chwilę od stołu w święta – bezcenne. Po wigilijnym obżarstwie i poprawce w pierwszy dzień świąt, w poniedziałek obudziłem się z mocnym postanowieniem – idę pobiegać. Telefon w roli budzika zadziałał jak należy, jego właściciel zwlókł się z łóżka, spojrzał przez okno i zawyrokował: eeeee, za mocno wieje. Jakże ciepło jest spędzić jeszcze półtorej godziny pod kołdrą! Ale zobowiązań – zaciągniętych także wobec swojej własnej osoby – należy dotrzymywać, choć może niekoniecznie w pierwotnej formie. Skoro nie bieg, to może rower. Ubrałem się ciepło (kobieta nad tym czuwa, cóż byśmy bez nich panowie zrobili) i po jedenastej wyruszyłem w podróż po okolicy, a raczej – żartobliwie mówiąc – na zwiad.

Tropy wiodły do Pasikonika. Już wyjaśniam – to marecki projekt deweloperski ząbkowskiego Dolcanu. Miałem okazję o nim pisać, kiedy istniał jeszcze w wirtualnym świecie. Kilka dni temu spostrzegłem jednak reklamę tegoż osiedla przy ul. Lisa Kuli. Czyżby to przedsięwzięcie zaczęło przybierać realne kształty? Z tymi kształtami to chyba przesadziłem. Na razie widać, że na pograniczu Marek i Zielonki doszło do prac ziemnych. Dobre i to. Cóż, zawodowo cieszy mnie to, że w Dolcanie (chyba) optymistycznie podchodzą do sytuacji na rynku mieszkaniowym, bo – jeżdżąc przez południowe Marki – co i rusz widzę niesprzedane projekty mieszkaniowe. Dziś koniunktura jest słaba, ale za rok, gdy inwestycja powinna być już zrealizowany, być może będziemy bardziej uodpornieni na słowo „kryzys”, a w branży nieruchomościowej znów zacznie się ruch w interesie. Oby.

Drażni mnie jedna rzecz – oglądam różne wizualizacje przygotowywane przez deweloperów. Mają rozpalać wyobraźnię kupujących. I rozpalają, tylko potem przegrywają w zderzeniu z rzeczywistością. Na wizualizacjach Dolcanu otoczenie jest bajkowe. A rzeczywistość – żadne tam aj waj…

Advertisements