Kilkanaście dni temu, wracając ul. Piłsudskiego, przeczytałem na ścianie ratusza (taka duża elektroniczna tablica nad lokomotywą), że już pięć tysięcy osób odwiedziło mareckie orliki przy Stawowej. Ręce same składają się do klaskania. Takich miejsc w Markach potrzeba jak najwięcej, o czym świadczyła też wcześniejsza popularność nowego zespołu boisk przy szkole podstawowej nr 2. W tegorocznym budżecie jest zapisany kolejny Orlik – tym razem przy Okólnej. Daj Boże, żeby Marki go upolowały, a województwo mazowieckie (które dokłada do tego interesu 333 tys. zł) nie wpadło z powodu janosikowego w tarapaty finansowe. Już taką lekcję raz przerabialiśmy i wystarczy. Żałuję jednak (i to bardzo), że w tym roku nie powstanie w Markach żaden „papik”. Co to jest? Śpieszę z wyjaśnieniami.

W kwietniu podczas obrad rady miasta radny Pniewski przedstawił koncepcję budowy tanich boisk do streetballa. Takie rozwiązania zrealizowano w powiecie leszczyńskim. Budowa siedmiu boisk (kosz z tablicą, ławki, stojak na rowery i nawierzchnia z kostki brukowej) kosztowała 160 tys. zł. Dzięki nim młodzież, zamiast sterczeć pod sklepem z puszką piwa, może się wyszumieć pod koszami. Gdy opisałem ten pomysł na blogu, Vatos Locos, jeden z moim stałych komentatorów, napisał: boję się tylko, że starzy wyjadacze odrzucą pomysł.

Radny Pniewski zaproponował nieco droższą wersję – z dwoma koszami i nawierzchnią z tworzywa sztucznego. Pierwszy „papik” (tak o radnym mówią koledzy z rady, stąd sympatyczne przezwisko przylgnęła do tego typu boiska) miał powstać na tyłach szkoły podstawowej nr 4. Godne uwagi jest to, że radny Pniewski nie startował z tego okręgu i nie zamierza z niego w przyszłości startować. W ten sposób zaprzeczał tezie, że marecki radny potrafi dbać o swoje podwórko i wyborców.

Niestety. „Papika” w tym roku nie będzie. Nie znalazł przychylności radnych. Szkoda. Wielka szkoda. Panie Pawle, proszę próbować za rok.