Gratuluję Pawłowi refleksu. Od kilku dni kołatało mi się po głowie, że województwo mazowieckie zdecyduje o lokalizacyjnej rekomendacji dla Orlików, czyli boisk z rządowo-samorządowego programu. Tymczasem najmłodszy radny Marek wys na stronie urzędu marszałkowskiego stosowną informację i najszybciej podzielił się nią wczoraj/dzisiaj w nocy na blogu. W południe dostałem też radosnego esemesa z urzędu miasta. Pierwsze zdanie nie zostawiało wątpliwości: „Zdobyliśmy kolejnego Orlika”. Bliżej jest mi jednak do pawłowego tytułu wpisu (patrz pniewski.wordpress.com).

Akurat miałem przyjemność (tak to dziś wspominam, bo wtedy wcale słodko nie było) brać udział w staraniach o Orlika z edycji 2010 r. Najpierw Marek nie było na liście beneficjentów, potem wróciły, potem jeden z fundatorów – urząd marszałkowski – znalazł się w tarapatach finansowych. Powód? janosikowe, czyli subwencja wyrównawcza, którą bogate regiony płacą na rzecz uboższych. W sumie z Orlika w Markach wyszły wtedy nici, choć ziarno zostało zasiane i rok później dzieciaki dostały wymarzone boisko.

Mamy 2012 r. i sytuacja z Mazowszem się powtarza. W budżecie województwa pojawiła się potężna, bodaj 300-milionowa wyrwa (czyli budżet Marek razy 3,5). Tyle pieniędzy miała przynieść częściowa prywatyzacja Kolei Mazowieckich. Dziś okazuje się, że do sprzedaży nie dojdzie, bo trzeba byłoby zawracać unijne dotacje dla transportowej spółki. W tej sytuacji skarbnik Mazowsza musi wyjąć z szuflady nożyczki i zabrać się za cięcia – zarówno wydatków bieżących jak i inwestycji. Oby pod nóż nie poszły Orliki. Już raz byliśmy świadkami takiego bolesnego doświadczenia. Choć zawsze jest wariant rezerwowy, czyli samorząd bierze kasę od ministerstwa sportu (333 tys. zł), a resztę z budżetu miasta. Wtedy tytuł miejskiego esemesa też będzie trafiony.

Advertisements