Wracałem ostatnio ze znajomą, która – jadąc na spotkanie z ks. Isakowiczem-Zaleskim – zapytała, czemu tak często pisze o sprawach związanych z marecką – użyjmy tego słowa – polityką.

Przecież od tego są blogi radnych czy strona urzędu miasta – konstatowała – gdzieś ginie to, co robiłeś rok temu – pisałeś o ludziach, ich problemach, o miejscach. Fajny był wpis o pizzerii przy Ząbkowskiej. Ludzie chcą czytać o tym, co się dzieje w Markach, ale niekoniecznie o tym, co się dzieje w ratuszu i jego przyległościach.

Cóż, przyznam, że te delikatne słowa podziałały niczym kubeł zimnej wody. Jedno może się wydawać autorowi bloga (że jest dobrze), drugie – jego czytelnikom (że autor przynudza). Szczerze – nie był to zresztą jedyny taki sygnał. Szybki rachunek sumienia i pierwsze wnioski: z blogu zniknęły mareckie Madonny, kwestionariusz pojawia się coraz rzadziej. Dlatego, o ile starczy sił i czasu (obie rzeczy są ostatnio deficytowe), postaram się wrócić do korzeni. Co nie oznacza, że zaprzestaną pisać o newsach z okolic al. Piłsudskiego 95. Kolejny już w sobotę…

Advertisements