Część naszych Pań zajmuje się właśnie świątecznymi przygotowaniami. Te, które już umyły okna (albo zrobili to ich partnerzy), zacierają ręce. Idzie zimny weekend, który nijak nie zachęca do czyszczenia szyb. Spóźnieni będą mieć gorzej. A potem jeszcze przez kilka dni będziemy słyszeli szczęk kuchennego oręża w rękach płci pięknej – aż do szczęśliwego finału w kwietniowy śmigus-dyngus.

Zaraz po świętach nasze Panie zaczną być wodzone na pokuszenie. Odstawią wreszcie na bok domowe sprawy i przyjdzie im do głowy skądinąd słuszna myśl, którą streszcza zdanie: a teraz zadbam o siebie. Zaczną więc im wpadać w oko wywieszone na mareckich płotach reklamy wszelakiej maści centrów urody/SPA/salonów odnowy/zakładów fryzjerskich (niepotrzebne skreślić). To chyba najdynamiczniej rozwijająca się gałąź usługowa w mieście. Przemierzając niedawno na rowerze południowe Marki co i rusz natrafiałem na ogłoszenia, zachęcające płeć piękną do wizyty w takim punkcie.

Czasem jednak coś w tym reklamowym kuszeniu zgrzyta. Zachęcam twórców ogłoszeń do zajrzenia do słownika i sprawdzenia pisowni. Bo, gdy zobaczyłem odmianę wyrazu „szyja” na jednej z reklam (co zresztą poniżej uwieczniłem), aż mnie skręciło. Szkoda że urząd sprawdza ostatnio jedynie legalność wywieszonych ogłoszeń. Może dołożyć mu do zespołu jeszcze polonistę? 🙂

Reklamy