Jechaliśmy w piątek przed południem ulicą Szpitalną i z daleka widzieliśmy mareckiego rowerzystę. Kierował się w stronę ul. Ząbkowskiej. Dojeżdżał do skrzyżowania, a my, znajdując się już nieopodal jego jednośladu, zastanawialiśmy się, w którą stronę skręci. Niestety, rowerzysta nie dał żadnego znaku ręką. Po chwili się wyjaśniło dlaczego, co oddaje zdjęcie, które naprędce zrobiła na Ząbkowskiej małżonka. Ów mężczyzna do bólu wykorzystał „pojemności magazynowe” swojego jednośladu. Z tyłu wiózł skrzynkę z pustymi butelkami. To nie dziwi. Dziwi to, że z przodu… potrafił trzymać drugą skrzynkę – także z pustymi flaszkami. No po prostu mocarz. Mamy tylko nadzieję, że cało dojechał do celu i wszędzie natrafiał na tak cierpliwych kierowców jak my.