Wracałem z sobotniej „Przystani Marki”. Miałem zaszczyt reprezentować Grupę Marki 2020, która z kolei promowała (oczywiście na słodko, z cukierkami) najnowszy projekt marki.naprawmyto.pl. Jechałem ul. Braci Briggs do Ząbkowskiej. I czułem się jakoś dziwnie, jakoś nie tak. Przyzwyczajony (niestety) do wstrząsów na mareckich drogach czułem, że auto jedzie jak po stolnicy. Początkowo myślałem, że to tylko halucynacje (fakt – słońce przy fabryce mocno świeciło), ale w niedzielę wybrałem się na rowerze, by sprawdzić, czy znalazłem wreszcie w naszym mieście ulicę, która po położeniu kanalizacji na przyzwoicie (czytaj równo na całej szerokości) położony asfalt. Sprawy mają się tak:

od Piłsudskiego do mniej więcej Braci Briggs nr 16 prace zostały wykonane w standardowy sposób, czyli nowy asfalt wylano tylko tam, gdzie podziurawiono ulicę. Od numeru 24 do Ząbkowskiej sytuacja zmienia się diametralnie. Starego asfaltu, pamiętającego czasy przedkanalizacyjne jest tyle ile kot napłakał, nowego – ogromna przewaga. Co ważne – równego, bez widocznych łączeń. Podobna sytuacja jest na ulicy Traugutta – od Briggsów do Fabrycznej leży nowa nawierzchnia, za to od Fabrycznej w stronę Szkolnej – znów mamy asfaltowe wycinanki łowickie. I gdzie tu logika?

Sytuacji przy ul Brigssów (oczywiście od nr 24 w górę) nawet nie ma co porównywać z Ząbkowską. Na Ząbkowskiej robiono i kanalizację sanitarną, i deszczową. I komu trzeba chwała za to. Sęk w tym, że asfalt był rujnowany z każdej strony. Tymczasem po wylaniu nowej nawierzchni równo się jedzie jedynie prawym pasem w stronę Lisa – Kuli. Lewy woła o pomstę do nieba. Między Szkolną a Leśną w kilku miejscach po prostu się zapada. A nie mogło być tak jak przy Braci Briggs?