Niedawno na forum internetowym doszło do ostrej dyskusji. Sens – w wielkim uproszczeniu – był mnie więcej taki:

Pierwsza osoba: Mieszkam w Markach od dziada pradziada i wiem lepiej, co jest potrzebne temu miastu

Druga osoba: a ja tu jestem nowy i dzięki temu widzę więcej niż rdzenni mieszkańcy i… wiem lepiej.

Wtedy przypomniałem sobie dykteryjkę, opowiedziana przez rodowitą, wykształconą  markowiankę mojej koleżance. Otóż jak się dzielą mieszkańcy Marek? Otóż podobno są trzy grupy. Pierwsi to ci, co mieszkają tutaj od dziada pradziada. Druga grupa to ci, którzy są w Markach od drugiego pokolenia. A trzecia –  element napływowy.

Proponuję inny, równie prosty podział, który wykracza poza ramy terytorialne  czy chronologiczne. W Markach mieszkają ci, którym się coś chce, i ci, którzy tylko mieszkają. Wtedy genealogia czy geografia są niepotrzebne tak samo jak… podziały, które obawiam się, że mogą być wykorzystywane w wyborach samorządowych. Cóż, Polakowi potrzeba emocji… A skoro jest na nie zapotrzebowanie, to i podaż będzie…

Reklamy