W najnowszym Ekspresie Mareckim całą stronę poświęcono życzeniom bożonarodzeniowym. Dalekie są od standardu „zdrowia, szczęścia, pomyślności”. To, co je łączy, to mocne osadzenie w mareckiej rzeczywistości. Nawet marzenia. Jest też coś bardzo zaskakującego i… pozornie nierealnego. Pozwólcie, że zacytuję Justynę Jakubasik…

Drogi Marecki Mikołaju! Mogłabym zapisać cały zeszyt i zmieścić w nim prośby i potrzeby naszego miasta na zbliżający się nowy rok. Jednak mam do Ciebie tylko dwie abstrakcyjne prośby, których realizacja, być może sama pociągnęłaby za sobą spełnienie innych noworocznych marzeń nie tylko moich, ale i pozostałych mieszkańców.

Chciałabym, aby mareccy farmaceuci zaopatrzyli nasze apteki w lek na populizm, który będzie przepisywany wszystkim tym, którzy tak wiele mówią, obiecują, krytykują i chcieliby dzięki temu pełnić w naszym mieście ważne funkcje, aby zamiast tracić czas na piękne krasomówcze wywody wzięli się w końcu do wytężonej pracy i zaczęli swoje słowa wcielać w życie tu i teraz, a nie pół roku przed wyborami samorządowymi. Ile dobrego wyniknęłoby z tego dla miasta, może dzięki temu, wiele problemów rozwiązałoby się samych, dzięki aktywności i współpracy mieszkańców. Może wówczas takie inicjatywy jak kino letnie albo „Św. Mikołaj mieszka w Markach” wyrastałyby jak grzyby po deszczu.

Natomiast dla mieszkańców nie aspirujących do zaszczytnych funkcji i nie zarażonych jeszcze populizmem życzyłabym sobie, aby w mareckich aptekach czekały szczepionki uodparniające przed populizmem. Abyśmy mogli poznać właściwe intencje komentujących i pozornie działających, abyśmy odróżnili „chcieć” od „móc” oraz abyśmy potrafili docenić osoby, które pracują na rzecz innych wbrew wszystkim przeciwnościom, nie dla poklasku i sławy, ale z chęci robienia czegoś pożytecznego, bo choć na to docenienie nie czekają, to bardzo się im ono należy.

Całość numeru można pobrać tutaj

Advertisements