Wypisujesz wniosek o urlop, cieszysz się, że odpoczniesz, a już pierwszego dnia „na wolności” zaczynasz sobie uświadamiać, jak wiele rzeczy leży odłogiem i musisz się nimi zająć. Robisz listę rzeczy „to do” i okazuje się, że zwolnisz tempo dopiero w piątek. I tak było w moim przypadku, choć kompetencje zdobyte w kuchni – bezcenne. Niestety, na blog nie miałem czasu, by zajrzeć. Na szczęście tematy – wraz z każdym przebiegniętym kilometrem – wpadały jak jabłka do koszyka. Obiecuję poprawę.

Dziś drobna, acz ważna sprawa. To już chyba jest jakiś sport w Markach – przewracanie pojemników na używaną odzież. Biegając po mieście regularnie napotykam na taki widok. Postawić taki kontener na powrót wcale nie jest łatwo. Kiedyś próbowaliśmy to zrobić z sąsiadem – bez skutku. Czy naprawdę nie ma innych dyscyplin, żeby się wyżyć?

Advertisements