Jeśli wędrujecie przez Marki z kijkami albo uprawiacie wieczorny jogging i zatrzyma się obok Was fiacik, którego nie znacie, nie wpadajcie od razu w panikę. To marecki bloger zza kierownicy małego bolidu będzie zachęcał do udziału w Nocnym Marku. A cóż to takiego? – część z Was może zapytać. Ano czerwcowa impreza sportowa, za której organizację wziął się mój serdeczny przyjaciel – Jacek. Łyknął bakcyla biegania, choroba joggingowa błyskawicznie rozprzestrzeniła się w jego organizmie i działa na niego… motywująco. Efektem jest właśnie Bieg Nocny Marek. Choć nazwa jest nieco myląca – chodzi nie o jeden bieg, ale o biegi w liczbie mnogiej (dla dzieci i dorosłych) oraz zawody dla fanów nordic walking. Więcej tutaj

Wczoraj spróbowałem trzy razy tej formy marketingu bezpośredniego. Pod Horową Górą pani, która trenowała bieganie, odpowiedziała, że już wie wszystko o Nocnym Marku i jest zapisana. Super. Przy Sowińskiego spotkałem małżeństwo z kijkami. „To oprócz nas jeszcze ktoś uprawa nordic walking w Markach?” – zapytało zdziwione. Musiałem sportowców wyprowadzić z błędu i oczywiście zaprosić. Wreszcie na rogu Zajączka i Kopernika dwie panie też spacerowały z kijkami i też wydały się zainteresowane, choć zaskoczone, że ktoś już zaprasza na czerwiec.

Do tej pory uprawiałem komunikację niewerbalną „w drugą stronę”. Biegając po mareckich ulicach regularnie daję znać kierowcom, że nie włączyli świateł. Nigdy nie spotkałem się z reakcją negatywną, prawie zawsze z przyjaznym podniesieniem ręki i … włączeniem świateł. Teraz spróbowałem komunikacji a rebours – czyli z samochodu do pieszego. Przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa na drodze  – to działa 🙂

 

Reklamy