W dzień majówkowego wyjazdu zginął mi istotny dokument. Nie taki, który uniemożliwiałby podróż, ale taki, którego brak skutecznie zatruwał wolne dni. „Znajdzie się po powrocie” – taka myśl odpychała natrętne myśli o problemie. Ale dokument się nie znalazł. Mieszkania po powrocie przeszukane i nic. Trzeba było się pogodzić z myślą o konieczności wizyty w urzędzie. Wydrukowałem wszystkie niezbędne blankiety i pogodziłem się z myślą o niepotrzebnym kilkudziesięciozłotowym wydatku. I wtedy zdarzył się cud. W poniedziałek dostałem informację od Pani Barbary. Wyszukała mnie przy pomocy Facebooka i dała znać, że dokument jest do odebrania w mareckim Tesco przy Fabrycznej. Uskrzydlony – ze słodkim podziękowaniem w ręku – odebrałem papiery. Kamień spadł z serca.

Ja również skorzystam z Facebooka i taką drogą podziękuje i Pani Barbarze, i pracownikom sklepu za życzliwość. Jesteście wspaniali, mam wobec Was ogromny dług!

Reklamy