Tłumaczy się winny, a ja się nim nie czuję. Mimo to Drogi Czytelniku należą Ci się wyjaśnienia z powodu mojego długotrwałego milczenia na blogu. To nie tak, że brakuje mi pomysłów i weny. Towarem deficytowym jest czas. Po same uszy (i nie bez przyjemności) siedzę w Nocnym Marku. To bieg, który za niecałe dwa tygodnie wystartuje w Markach (28 VI). Nawet design blogu w całości poświęciłem temu wydarzeniu sportowemu. Żeby nie zapeszyć – biegowe sprawy idą dobrze, oby tylko pogoda nam sprzyjała w ostatni czerwcowy weekend.

Żeby jednak zupełnie nie zapomnieć o przyjemnych obowiązkach blogera, wracam do tematu, który kilka lat temu rozgrzewał Marki. Chodziło o umorzenia podatkowe. W tej sprawie nawet NIK zawitała do Marek, a opozycja denerwowała się, że burmistrz jest zbyt hojny. Jak podaje na blogu Arek Werelich, w 2009 i 2010 r. łączna wartość umorzeń sięgnęła 231 tys. zł.

Są już dane za 2013 r. Miasto nie ma już takiego gestu jak kilka lat temu. Podatki umorzono 20 podatnikom. Jeśli się przy sumowaniu nie pomyliłem, odpuszczono im około 32 tys. zł. Dla porównania, w 2012 r. z ulg wartych 33 tys. zł cieszyło się 26 podatników. Warto też zauważyć, że większa liczba podatników dostaje pomoc w postaci rozłożenia na raty płatności. W 2012 r. z tej formy skorzystało 20 osób, rok temu – 26 osób. Tu jednak miasto nie informuje, o jakie kwoty chodzi.

Reklamy