oomCi, którzy odwiedzają mój blog, mogli czuć się zawiedzeni. Rzadko tu zaglądałem, a ostatnie tygodnie poświęcałem głównie na przygotowania do kapsuły czasu – niedzielnej uroczystości, w której świętowaliśmy pięciolecie cukierkowej akcji, która przyczyniła się m.in. do ogłoszenia przetargu na obwodnicę Marek. Byłem jednym z trybików w machinie, którą konstruowało kilkanaście osób – Katarzyna, Jacek, Paweł, Szczepan, Jan, Darek, Marcin, Piotr, Andrzej, Sławek (jeśli o kimś zapomniałem, przepraszam).

Podczas niedzielnego spotkania miałem okazję powiedzieć kilka słów – o tym, że po latach mamy wrażenie, że ta akcja była kamyczkiem, który poruszył lawinę. Ale zapomniałem też powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. Była zaprzeczeniem tezy, że Marki są sypialnią, w której nikomu nic się nie chce. Przy Komandorze 1500 osób złożyło podpisy w ciągu zaledwie czterech godzin – nie wiem, czy w naszym mieście to się kiedyś jeszcze uda. W sumie poparcie zadeklarowało 8 tys. mieszkańców, do tego doszły 3 tys. kierowców. Wzdłuż Piłsudskiego w jednym szeregu stali przedstawiciele PO i PiS, Wspólnoty Samorządowej i Mareckiego Stowarzyszenia Gospodarczego, wierzący i niewierzący.

Tego, co poniżej, bym już nie powiedział, żeby nie psuć święta. Ale nie jestem ślepy. W dalszym ciągu daleko nam do stworzenia zaangażowanego społeczeństwa obywatelskiego. Pamiętam, że na spotkania dotyczące budżetu obywatelskiego przyszła niewielka grupa osób. Nieco więcej – podczas spotkań związanych z wdrażaniem ustawy śmieciowej. Pewnie przed wyborami aktywność poszczególnych grup wzrośnie i – życzyłbym sobie i wszystkim – by w przyszłym roku pozostała na niezmienionym poziomie. Ale odezwie się we mnie pesymista – pomarzyć dobra rzecz.

Relacja z niedzielnego spotkania TUTAJ

Advertisements