knigaWracając z Muzeum Historii Żydów Polskich przypomniałem sobie, że mam w bibliotece ciekawą lekturę, o której już dawno powinienem napisać na blogu. Spod pióra mieszkańca Pustelnika, Jerzego Edmunda Bulika, wyszła książka „Kolejką Marecką do…?” o życiu codziennym w Markach i Warszawie w latach 1930-1945. Co tu dużo mówić, gdy wpadła w moje ręce, wystarczyły dwa wieczory, by przeczytać prawie trzysta stron o (nie)zwykłych dziejach jej autora – o dzieciństwie w Pustelniku oraz przyśpieszonym dorastaniu w czasie wojny, szczególnie – podczas Powstania Warszawskiego. Jest tu mnóstwo fantastycznych opisów miejsc, osób, zdarzeń, które świeżo upieczonemu mieszkańcowi wydają się dziś czymś niezwykłym. Jest też trochę judaików. Jeden z rozdziałów książki został poświęcony wyłącznie relacjom między tymi społecznościami. A może niepotrzebnie – jak autor – stosuję liczbę mnogą? Bo jednakowoż – mimo różnic w wierze – byli to ludzie, którzy żyli obok siebie wiele lat, a których sąsiedzkie relacje brutalnie przerwała wojna.

„Obydwie społeczności przenikały się nawzajem. Ojciec wymieniał na ulicy pozdrowienia ze swoimi żydowskimi kolegami ze szkoły, dowcipkował z nimi, opowiadał im „żydowskie kawały” – co początkowo mnie krępowało, później zrozumiałem, że między ludźmi, którzy są ze sobą na pewnym stopniu zażyłości, jest to jak najbardziej naturalne. Żydzi podobnie jak wszędzie indziej tak i w Pustelniku zajmowali się głównie rzemiosłem i drobnym handlem. Byli wśród nich biedni i zamożni. Na dole drabiny byli szewcy, krawcy, na samym szczycie znajdował się właściciel garbarni Lipowski. Na niektórych parkanach i ścianach były napisy „Nie kupuj u Żyda”, ale praktycznie na co dzień współżycie między społecznościami układało się bez konfliktów. Napisy napisami, a ludzie chodzili do żydowskich krawców i szewców, kupowali w żydowskich sklepach, nie mieli z tego powodu żadnych nieprzyjemności” – opisuje Jerzy Edmund Bulik.

Książka została wydana w Kanadzie. Jej nakład jest niewielki, to biały kruk. Nie będę trzymać tej książki na półce wyłącznie dla siebie. Obiecuję – jeśli nie zapomnę, zadzwonię do mareckiej biblioteki, by sprawdzić, czy w jej księgozbiorze znajduje się taka pozycja. Jeśli nie, z prawdziwą radością przekażę te niezwykłe wspomnienia do jej zbiorów. Naprawdę warto przeczytać, by poczuć klimat przedwojennych i okupacyjnych dziejów miasta.

Advertisements