Adam z Mają Włoszczowską

Adam z Mają Włoszczowską

Rowerowysquad. Jak Wam się podoba taka nazwa? Przyznaję – przykuła moją uwagę. O otwarciu sklepu rowerowego z Adamem rozmawiamy przez internet od kilku miesięcy. Trzymam kciuki za każdy projekt, który wzbogaca marecką, wciąż skromną tkankę usługową. Łatwo nie będzie. W e-dobie utrzymać stacjonarny punkt sprzedaży to zadanie dla orła. Wiecie, jak to jest – oglądacie w sklepie, kupujecie w internecie, bo… taniej.

Moje przeczucie mi jednak mówi, że Adamowi się uda. Z kilku powodów. Po pierwsze – jest fanem dwóch kółek. Pasja (oprócz kapitału 🙂 ) to podstawa. Po drugie – zabiera się za to z głową. Z jego opowieści wynika, że to nie będzie sklep, w którym relacje między kupującym a sprzedającym skończą się w chwili zawarcia transakcji. Adam widzi dalej. Ma świadomość, że klienta trzeba dopieszczać także po sprzedaży. Obiecuje, że na miejscu będzie działać serwis, który jednakowo ma dopieszczać właściciela wypasionego roweru za kilka tysiaków jak posiadacza antycznych wigier (nie wiem, czy młodsze pokolenie zna tę kultową markę rodem z PRL).

Moim zdaniem, ważniejsza jest inna rzecz…

…twórca sklepu chce z tegoż punktu uczynić miejsce spotkań. Co weekend mają tam się spotykać lokalni miłośnicy kolarstwa, a spod sklepu będą wyruszać przejażdżki rowerów miejskich tudzież rozpoczynać treningi mtb. Podobnie pewnie myślą właścicielki salonu kwiatów przy Fabrycznej. Spotykają się tam aktywne mareckie kobiety, jest tam półka z bookcrossingiem, wreszcie prowadzone są akcje o charakterze charytatywnym. Bo relacje to podstawa…

Jest jeszcze po trzecie – Adam wie, że dobry towar bez promocji się nie sprzeda. Liczy więc na marketing szeptany, kontekstowy, blogi (chyba się do tego niechcący dokładam 🙂 ) i klasyczną reklamę – słowem promocję w wielu kanałach. Jak się mu to wszystko uda przekuć w życie, na stałe wpisze się w usługową mapę Marek.