Idę o zakład, że na pytanie, którą ulicę należy wyremontować w Markach w pierwszej kolejności, Jan Marecki/Janina Marecka/ odpowie: moją! Trudno się dziwić, zwłaszcza gdy przejeżdża się przez Ząbki, w których co i rusz widzi tablica z napisem „remont sfinansowano z pieniędzy UE”. W tej perspektywie finansowej UE na drogi będzie mało pieniędzy, a kryteria sięgania po nie są zaostrzone. Stąd Orych&ska będą musieli nieźle nagłówkować się, jak zmontować pieniądze na remonty. Ale wracając do pytania, postawionego na początku postu… Otóż słyszałem „na mieście” ciekawą koncepcję poprowadzenia prac remontowych, którą chcę się z Wami podzielić. Tym bardziej będę wiarygodny przy jej opisie, że nie łapie się do niej ulica, przy której mieszkam.

Wyobraźmy sobie koniec 2017 r. Minister infrastruktury i wojewoda uroczyście przecięli wstęgę i otworzyli obwodnicę Marek. Ruch wzdłuż Piłsudskiego stopniowo wygasa. Kierowcy szybko uczą się, że nie warto pchać się przez środek Marek. Mieszkańcy miasta zyskują wygodną, wyremontowaną, szeroką drogę dojazdową do Trasy Toruńskiej i Radzymińskiej. Nie ma korków, ruch jest płynny, słowem – chce się żyć, pardon, jeździć. Dlatego w owej koncepcji kluczową role odgrywają drogi prowadzące do Piłsudskiego. Porównując – to jest trochę jak z rzeką, do której trafiają dopływy. W tej chwili jej koryto jest wypełnione po brzegi, ale za dwa lata część wody zostanie odprowadzona  kanałem, a woda ze strumieni bez problemu znajdzie ujście w dawnym, głównym nurcie. Ma to sens, jeśli dołożymy do tego sensowną technologię utwardzania dróg gruntowych, które poprowadzą ruch do strumieni…

Reklamy