To jest krótka historia o wrastaniu w marecki krajobraz. Salon fryzjerski pani Ani latem będzie obchodził piąte urodziny. Pamiętam (jak wczoraj) – były wakacje, musiałem się ostrzyc i pojechałem z głupia frant rowerem na Fabryczną (jeszcze wtedy nie było Tesco). Było na tyle sprawnie, dobrze i tanio, że stałem się stałym klientem, od czasu do czasu wystawiając na internetowym forum pozytywną recenzję. W rozmowach przy strzyżeniu przekomarzałem się i sugerowałem mojej fryzjerce podwyżkę cen – w porównaniu z Warszawą płaciłem w Markach „pół ceny” przy dużo większej dokładności. Pani Ania mnie nie słuchała – ceny rosły wolniej niż inflacja, a ona budowała grupę wiernych klientów.

W piątym roku salon planuje przeprowadzkę. Niestety, od czerwca będę miał dalej – na Kościuszki. Cóż, przyszłość mają te miejsca, które komasują pod jednym dachem różne usługi. A tam – oprócz strzyżenia – będzie jeszcze salon kosmetyczny. Pani Aniu, powodzenia w nowym miejscu. Na pewno się uda. I niech Pani pomyśli, czy nie dołączyć do nowego projektu– zniżek dla klientów dysponujących Kartą Markowianina…

Reklamy