Pośpiech jest wskazany przy łapaniu much – mawia moja Rodzicielka. Przy jeździe autem w korku– raczej niewskazany. Tymczasem przy Ząbkowskiej byłem świadkiem zadziwiających obyczajów. Na odcinku między Lisa Kuli a Fabryczną przed siódmą rano zrobił się koreczek. Wiadomo – światła nieopodal Biedronki, naród się spieszy do stolicy. Miałem to szczęście, że jechałem w przeciwną stronę. Niby na luzaku, ale niespodziewanie na moim pasie zaczęły się pojawiać samochody. Jeden, dwa, trzy… Zamiast cierpliwie odczekać minutę i przejechać jak Pan Bóg przykazał, rajdowcy z Ząbkowskiej wskakiwali na lewy pas, wyprzedzali cierpliwych „frajerów” i ciągnęli ile-się-da. Byłem szalenie ciekaw, co zrobią, gdy dojadą do mnie. Czy wcisną się z powrotem na prawy pas? Absolutnie nie. Toż chyba byłaby ich osobista kapitulacja. Zjeżdżali na pobocze… z drugiej strony, czekali aż przejadę i dalej… jechali lewym pasem. Cóż, zdziczenie motoryzacyjnych obyczajów. O tempora, o mores

Reklamy