Trochę czuję się jak syn (lub raczej ojciec) marnotrawny. Tyle się rzeczy dzieje dookoła, a blog, moje ukochane dziecię, leży odłogiem. Nie, nie zamierzam tym razem pisać o TIRach w Markach, tym od dłuższego czasu zajmują się i obywatele, i burmistrzowie. Dziś w sumie o dość zaskakującym wniosku. Zaskakującym, bo podobno dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki.

Do rzeczy. Z końcem października minął termin aplikowania o schetynówki. To dobro (czyli zastrzyk z rządowej kasy) jest na razie nieosiągalne w Markach, choć naszemu sąsiadowi – Ząbkom – ta sztuka się już udała. W poprzedniej kadencji było kilka wniosków z Marek, ale żaden nie zebrał odpowiedniej liczby punktów. Ostatnia próba dotyczyła ul. Pomnikowej. W tegorocznym naborze znów zgłoszono tę ulicę. Jak twierdzą moje źródła w ratuszu, nie było to jednak „copy paste” ubiegłorocznej aplikacji. Wniosek został tak poszerzony i uzasadniony, żeby zmaksymalizować liczbę możliwych do uzyskania punktów. Czy wystarczająco? Źródło w ratuszu jest wstrzemięźliwe i komentuje krótko: może być trudno, ale – gdy chce się wygrać – trzeba spróbować wejść do gry. Czyli jak w szmoncesie – trzeba kupić los. Konkurencja o rządowe pieniądze jest duża – mazowiecki gminy i powiaty złożyły 192 aplikacje. Do podziału jest 76,5 mln zł. Maksymalne dofinansowanie jednego projektu wynosi 50 proc., ale nie więcej niż 3 mln zł. Aplikacje zostaną ocenione do 30 listopada. Postaram się nie zapomnieć i donieść Wam o efektach.

Reklamy