Tagi

, ,

Ostatnio na forum mareckim pojawiło się takie pytanie: Co wam najbardziej kojarzy się z Markami oprócz ciuchci mareckiej i cegielni? Większość odpowiedzi bardziej niż oczywista: tiry, korki, dziurawe drogi…. Czyli porażki. A ja pomyślałem o sukcesie, pod który ziarno zostało zasiane 20 lat temu. I człowieku, który doszedł do niego ciężką pracą.

Początek to 1996 r. Start firmy i budowa ogólnopolskiej dystrybucji branży spożywczej dla różnych producentów. Dobra nauka, dobra szkoła i zarazem wiele przemyśleń. Wielu ciekawych i mądrych ludzi. Wynik ostateczny jedyny – własna firma od początku do końca, czyli start sklepu z winami i alkoholami, jakiego jeszcze nie było – tak początki biznesowej ścieżki opisuje Mirosław Pawlina, którego sklep z alkoholami (jeden z wielu) mijacie przy al. Piłsudskiego, na wysokości ul. Słonecznej.

Ano właśnie – historia firmy M&P, która co roku księguje wielomilionowe obroty, zaczęła się właśnie w Markach.

Większość pytała: Gdzie? W Markach? Człowieku to nie ma szansy powodzenia. W tym mieście? Splajtujesz. To tym bardziej motywowało. Nie jestem rodowitym markowianinem, ale z tym miastem związałem swój los i tu moje dzieci chodziły do przedszkola i szkoły. Wiedziałem, że od początku, że najważniejsze jest serce – opisywał Pawlina na łamach „Ekspresu Mareckiego”.

Serca włożył dużo, ale efekty widać po wynikach firmy. Niedawno na blogu pisałem, że M&P znów znalazła się w gronie tegorocznych Gazel Biznesu, czyli najdynamiczniejszych małych i średnich firm w Polsce. W 2014 r. firma zaksięgowała prawie 43 mln zł obrotu, o 42 proc. więcej niż w 2012 r. M&P to obecnie własne marki alkoholi, 21 salonów sprzedaży, jeden Whisky&Cognac Club, centrum dystrybucyjne w Dąbrówce, biura sprzedaży bezpośredniej, zespół handlowców. Czyli już korporacja? Widać, że Pawlina dystansuje się od takiego stylu i firmy biznesu.

Na początku siedem dni w tygodniu pracowałem sam. Nie tak jak większość firm, gdzie właściciel zatrudnia menedżera, menedżer ma dwóch kierowników zmiany, kierownicy po dwóch zastępców, a do pracy jest jeden człowiek. Jeden na pięciu. Tak właśnie jak typowy koncern. Ja byłem jeden na jeden. Oczywiście później dochodziły kolejne osoby, ale cały czas w duchu rodzinnej firmy – opisywał w „Ekspresie Mareckim”.

Na początku importowania myślałem o producentach o wielkich firmach, a prawda jest taka, że wielu z nich to firmy rodzinne z dziada pradziada i nie ma tu sztuczności i oszukiwania. Są wzajemne relacje i funkcjonowanie w społeczeństwie, a dzięki nim świat jest jedną wielką rodziną – snuł swą wizję marecki przedsiębiorca.

Jestem pewien, że takich mareckich przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces w skali krajowej, jest więcej. O M&P piszę, bo jest szczególna okazja – dwudzieste urodziny. Panie Mirosławie, następnych dwóch dekad wzrostu i szybkiego przebicia poziomu 100 mln zł obrotu!

Advertisements