Spotykam inteligentnych i mądrych ludzi, którzy z niepokojem mnie pytają – co będzie z Okólną, przez to centrum tiry zaleją znów Marki. Tłumaczę cierpliwie, że to zestawianie myszy i słonia. Liczby pojazdów, która już jest (wszak to teren przemysłowy) i pojawi się na odcinku Okólnej i Słonecznej, nie można porównywać z liczbą tych, które są obecnie w tranzycie. Ale cóż, rządzą nami emocje. Sporo rzeczowości do dyskusji wnosi materiał z ostatniego Ekspresu Mareckiego, napisany przez Michała Jarocha. Jego zdaniem, problem z tirami (i nie tylko) będziemy mieć w innym miejscu. I ja się z tym zgadzam…. Poniżej przedruk

Zamiast cieszyć się, że mamy inwestora, która da miejsca pracy, zapłaci podatki od nieruchomości i do tego wybuduje gratis kilometrowy odcinek Okólnej, martwimy się, że rzekomo TIRy znów zaleją miasto i zablokują miasto. Apeluję – jeśli mamy się martwić TIR-ami, to nie z powodu budowy przy Okólnej.

Wszyscy mamy alergię na TIRy. I wcale się temu nie dziwię. Codziennie przez miasto przejeżdża 10-15 tys. takich pojazdów na dobę. W miarę spokojnie robi się jedynie między 6.00-10.00 oraz 16.00-20.00, kiedy ciężkie pojazdy nie mają prawa wjeżdżać na Trasę Toruńską. Ten koszmar niedługo powinien zniknąć – jak zły sen. Do końca października ma być oddana obwodnica, która pozwoli pozbyć się ruchu tranzytowego. Wszyscy kierowcy, którzy nie będą mieć żadnego interesu, by przejechać przez Marki, z wygody wybiorą trasę: szybką, szeroką, pozbawioną sygnalizacji świetlnej i omijającą centrum miasta. A my zaoszczędzimy czas, pieniądze i zdrowie: nie będziemy stać w korkach, wdychać spalin i pozbędziemy się większości ciężarowego ruchu z miasta. Zostanie tylko ten, który już służy do obsługi lokalnego biznesu. Tak czy owak – po oddaniu obwodnicy ulga będzie ogromna. Odczujecie ją sami, tylko musicie sprawdzić to na własnej skórze. Po remoncie Piłsudskiego już nie będzie musieli korzystać z tzw. małych obwodnic Marek – Okólnej i Ząbkowskiej, by dojechać z i do stolicy.

Piszę o tym przy okazji dyskusji, która niedawno wybuchła z związku z inwestycją firmy Hillwood przy Okólnej – o której było wiadomo już w ubiegłym roku (pisała m.in. lokalna prasa, wpisy były też na blogach, burmistrz sygnalizował sprawę podczas sesji rady miasta). Biorąc lokalne uwarunkowania i emocje – nie dziwię się jej, przyglądając się sprawie z chłodną głową – jednak dziwię. I to bardzo.

Najpierw dlaczego się nie dziwię – z dwóch powodów:

– psychologia – jesteśmy uczuleni na TIRy. Przez wiele lat stadnie rozjeżdżały miasto, mamy ich dosyć. Problem w tym, że zaraz tych tirów będzie „naście tysięcy” mniej. Zostaną te, które muszą obsługiwać mareckie firmy i sklepy. Mamy je wyrzucić? A może po prostu od razu wyobraźcie sobie puste półki w mareckich: Lidlu, Tesco i Biedronce tylko dlatego, że nie wpuszczamy żadnego ruchu ciężarowego;

– idą wybory – proszę zwrócić uwagę, że dyskusja była dwutorowa. Jej pierwszy wątek to „zalewanie miasta TIRami”, ale drugi brzmiał – „wina burmistrza”, który pozwolił na inwestycję. Tymczasem burmistrz nie ma kompetencji, by wyrazić bądź nie wyrazić zgodę na taką inwestycję. Pozwolenie wydaje starostwo, jeśli jest plan miejscowy. A plan miejscowy w rejonie Okólnej zakłada inwestycje przemysłowe, natomiast działka, na której trwa budowa jest w rękach prywatnych. Ale w internetach już „wiadomo”, kto „jest winien”.

A teraz wyłączmy emocje i ewentualne kalkulacje:

– taka inwestycja to miejsca pracy. Uczciwie przyznam – nie wiem, ile ich może być. Skoro jednak Hillwood chce budować zatokę autobusową oraz parking dla aut osobowych przy obiekcie, to znak, że ludzie będą tu dojeżdżać do pracy. Zakładam, że przybędzie kilkaset miejsc pracy w strefie, która – cały czas o tym pamiętajmy – już w poprzednim stuleciu miała charakter przemysłowy i regularnie obsługiwana była i będzie przez duże pojazdy;

– owocem tej inwestycji będzie przebudowa Okólnej na odcinku od Kresowej (czyli tuż za Słoneczną) do Bielówka. W wakacje burmistrz podpisał porozumienie, z którego wynika, że inwestor zrealizuje tę inwestycję sam i na swój koszt w 10 miesięcy od uzyskania ostatniego niezbędnego pozwolenia. To tak, jakby ktoś sprezentował miastu kilka milionów złotych. Kierowcy dostaną tam równy asfalt, oświetlenie i parking, piesi – chodnik, a rowerzyści – drogę rowerową. Wszyscy będą się cieszyć z odwodnienia, dzięki któremu pozbędziemy się w tej części miasta kałuż. Miasto negocjuje dalsze zaangażowanie inwestora w ogólnodostępne inwestycje infrastrukturalne. Trzymam kciuki;

– inwestor, nie dość, że poniesie jednorazowy wydatek, to jeszcze co roku będzie płatnikiem podatku od nieruchomości. Ci, którzy mają małe działki w Markach, płacą rocznie kwotę trzy, może czterocyfrową. Na moje oko, Hillwood będzie płacić siedmiocyfrową kwotę. Przyda się, bo potrzeby inwestycyjne naszego miasta są ogromne. Zobaczcie, ile musimy wybudować placówek edukacyjnych i dróg;

– tiry z Okólnej nie zablokują miasta. Po Internecie krąży plotka, że po remoncie Piłsudskiego aleja będzie mieć po jednym pasie w każdą stronę. Takie przedsięwzięcie mógłby planować jedynie człowiek krótkowzroczny. Wyobraźcie sobie, że na obwodnicy dochodzi do wypadku. Naturalne będzie, że policja kieruje ruch przez Marki. I co? Ma się odbywać po jednym pasie? Dlatego założenie jest takie, że z każdej strony będą po dwa pasy. Poza tym TIRy będą mogły poruszać się w obrębie Okólnej (od Bielówka do Słonecznej) i Słonecznej. Nie pojadą się więc ani w stronę Sosnowej, ani w stronę Grunwaldzkiej.

I tu przechodzę do drugiej myśli ze wstępu – martwimy się tym, czym nie trzeba. Skoro już jesteśmy przy samochodach ciężarowych, pomyślmy raczej o tych, którzy mieszkają przy obwodnicy. Część z nich uczestniczyła w 2009 r. w tzw. cukierkowej akcji – „Tak dla Obwodnicy Marek”. Popierali ten projekt, bo wiedzieli, że miasto trzeba odkorkować i że będą chronieni ekranami akustycznymi. Tymczasem w 2013 r., po wybuchu afery z ekranami na trasie Warszawa – Łódź, w Markach, pomimo protestów, zredukowano długość i wysokość ochrony. Wzdłuż trasy są domy i mieszkania, które w żaden sposób nie są osłonięte od trasy, która będzie jeździć 60-70 tys. pojazdów na dobę z prędkością przekraczającą grubo ponad 100 km/h. I to jest rzeczywisty problem, z którym trzeba będzie dać sobie radę. Władze miasta od dłuższego już czasu rozmawiają z GDDKiA w sprawie dobudowania niezbędnych ekranów. Oby te rozmowy zakończyły się sukcesem.

Michał Jaroch