Jesień za oknem, za chwilę (albo dwie) spadnie śnieg, kierowcy jadą do serwisu wymieniać opony. Znalazłem się w ich gronie – tym bardziej, że wybierałem się w dalszą podróż. Ponieważ staram się załatwiać rzeczy lokalnie, wybrałem (drugi raz) serwis w naszym mieście. Wiosną byłem zadowolony – dobrze, sprawnie, zachęcała możliwość płatności kartą. Nie namyślając się długo, ponownie go odwiedziłem.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy – przy płaceniu – okazało się, że nie płacę kwoty x, ale kwotę x plus 2 proc. opłaty za użycie karty. Tej samej karty, której używałem w ubiegłym roku w tym samym miejscu płacąc tę samą kwotę, ale bez prowizji. Przecierałem oczy ze zdziwienia. Nawet w bazarowych budkach, przy dużo mniejszych kwotach, są przyjmowane płatności kartami! Oczywiście bez prowizji!

Usłyszałem w serwisie propozycję, że mogę pójść do bankomatu i wybrać odpowiednią kwotę. Nie skorzystałem, zapłaciłem kwotę x plus 2 proc prowizji i była to moja ostatnia wizyta. Bo wiosną sprawdzi się stare porzekadło, że klient głosuje nogami i zamiast pójść do bankomatu pojadę do innego serwisu…