Drobiazg, który cieszy. Część z nas lubi sylwestrowe fajerwerki. Niestety, w poprzednich latach w pierwszy dzień roku mareckie ulice były usłane odpadkami z różnego rodzaju rac. Rano włożyłem sportowy strój i poszedłem (a raczej pobiegłem)  walczyć ze zbędnymi kilogramami. Przy okazji rzuciłem okiem na posylwestrowy stan kilku ulic. Byłem pozytywnie zaskoczony. Tylko w jednym miejscu (a sporo – jak na swoje warunki – przebiegłem) znalazłem nieposprzątane elementy po fajerwerkach. Ząbkowska (od Szkolnej do Szpitalnej), Szpitalna, Zygmuntowska, Zagłoby, Kościuszki-Sosnowa – ci, którzy strzelali, po sobie sprzątnęli. Drugie wrażenie jest takie, że jednak w tym roku ludzie urządzili mniej ogniowych pokazów, Kryzysu nie ma, ludzi stać na takie hmmm wystrzałowe zakupy, więc to chyba jednak zasługa apeli, aby w sylwestrową noc przestać straszyć domowe zwierzęta.