Tytuł jest mylący. Takie jednak miałem pierwsze skojarzenia po dzisiejszym koncercie na Spartakiadzie Rodzinnej. Wiele lat temu Jerzy Stuhr wykonał piosenkę, która weszła do kanonu polskiej satyry, a jej tytuł stał się kultowym powiedzeniem. Dzisiaj na scenie na Marcovii zagrał zespół „Walimy w kocioł”. Z swadą, ale jak najbardziej na serio, udowadniając przy tym, że… no właśnie… bębnić każdy może. Bo jak się okazuje, można mieć 50 dych na karku, walić w kotły od trzech lat i występować na scenie w całkiem profesjonalnym teamie. Taka jest historia niektórych muzyków zespołu, zaprezentowana przez ich lidera. To było jak najbardziej pozytywne przesłanie. Wystarczy chcieć, nie liczy się metryka  – taki był sens słów, które usłyszeli żywiołowo reagujący widzowie. Ale na słowach się nie skończyło. Na scenę została zaproszona uczestniczka wcześniejszych warsztatów bębniarskich, która dostała do ręki instrument i zaczęła grać z kapelą. Czyli jednak bębnić każdy może… Panie, Panowie, do dzieła… I dobrze wiecie, że nie tylko o bębnienie w tej opowiastce chodzi.