Gdy jakieś miejsca mijamy niemal codziennie, trudno nam zauważyć skalę zmian. Co innego, gdy to samo miejsce widzi osoba, której w danym punkcie nie było kilka lat. Tego doświadczyliśmy ostatnio na Strudze.

W niedzielne popołudnie wybraliśmy się do kawiarni przy Granicznej. Miałem już okazję wypić tam kawę, dla Mojej Lepszej Połowy była to pierwsza, testowa wizyta. Ale nie o kawiarnię w tym wpisie chodzi. Po kawce wybraliśmy się na krótki spacer ulicą Graniczną. Dla żony – pierwszy w tym rejonie po dłuuuugiej przerwie. Była niesamowicie zaskoczona skalą inwestycji mieszkaniowych – czasem przemyślanych, czasem chaotycznych, czasem eleganckich, czasem – bez większego gustu. Ale tu nie o architekturę chodzi, ale metraże, które w ostatnich latach tu wyrosły. Kiedyś w większości były to tereny zielone, dziś królują cegła i beton.

Z mojego punktu widzenia taki widok to potwierdzenie statystyk, które co i rusz pojawiają się w przestrzeni medialnej. Kilka lat temu Marki były na pierwszym miejscu w Polsce pod względem budowanych mieszkań w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. I pewnie nadal jesteśmy w czubie tabeli, biorąc pod uwagę, że według szacunków ratusza w ubiegłym roku budowało się 4 tys. mieszkań. Przemnóżcie to przez trzy osoby. Albo już się sprowadziło, ale zaraz się sprowadzi 12 tys. nowych mieszkańców … Tylko w pierwszym półroczu 2019 (oficjalnie, według GUS) – saldo migracji (osoby napływające do Marek minus osoby wyjeżdżające z naszego miasta) jest dodatnie i wynosi 650 osób. Jest nas wielu, a będzie jeszcze więcej.