Warto być trybikiem w takiej maszynie

Trochę nerwów było. Czy to, co zrobiliśmy, przyniesie efekt? Przygotowania do #DniMarek trwały od dobrych kilkunastu miesięcy. Na wątłą klatę postanowiłem przyjąć zadanie jak najszerszego wykorzystanie tych kanałów informacyjnych, którymi dysponuje miasto. Bo z taką imprezą (50-tka na karku) jest jak z produktem. Możesz stworzyć najlepsze dzieło, ale jeśli się o nim świat nie dowie, nie uzyskasz efektu. W tym wypadku efektem miały być frekwencja i zadowolenie osób, które w weekend zostały w Markach. Stres podnosiły informacje znajomych, że ludzie jeszcze nie wiedzą o uroczystościach. A przecież niemal połowa biuletynu Marki.pl była poświęcona świętowaniu, a przecież przed szkołami pojawiły się bannery reklamowe, a przecież w newralgicznych punktach usługowych wisiały plakaty, a przecież od kilku tygodni w marecki internet i media społecznościowe zasypywaliśmy informacjami o atrakcjach. Jakby tego mało, przez trzy dni wysyłaliśmy sms, a temat podchwyciły niektóre media lokalne. Frekwencyjny stres pozostał nawet do soboty. Gdy zobaczyłem tłumy na Marcovii, odetchnąłem z ulgą. A w niedzielę to, co się działo w Parku Briggsów, przeszło najśmielsze oczekiwania. Zabawa przy Poparzonych Kawą Trzy była niesamowita. Nie nam wystawiać sobie ocenę, ale osobom, z którymi miałem zaszczyt kooperować, serdecznie dziękuję. Warto być trybikiem w takiej maszynie.

Reklamy

Alfabet Dni Marek

9,10 i 11 czerwca – w te dni warto być w Markach. To będzie niezwykły koktajl, którego składnikami będą m.in. koncerty, przedstawienia i zabawy.

A jak Akt. Zaniepokojonych od razu uspokajamy. Chodzi o pełen ekspresji Teatr Akt. Przedstawi w niedzielę spektakl „Poza czasem”, który łączy styl retro z fantastyką naukową i rozpali Waszą wyobraźnię.

B jak Burneika. Robert Burneika. Fanom kulturystyki nie trzeba go przedstawiać. Hardkorowy koksu nie ukrywa, że lubi zabawiać ludzi na scenie. W sobotę po południu pojawi się na stadionie miejskim, by poprowadzić konkursy.

Czytaj dalej

Poprawki dla cierpliwych :-)

Gdzie skrócić spodnie? Pierwsza myśl – w jakimś centrum handlowym. Cena – 25-30 zł. Niby nie tak drogo, ale trzeba jeździć z Marek. Jakiś czas temu wpadła mi w oko reklama punktu przy Rejtana. W niedużym kontenerze sympatyczna kobieta wykonuje poprawki krawieckie. Wpadłem tam w ubiegłym tygodniu – pod pachą miałem dwie pary. Pierwsze zaskoczenie – można płacić kartą. A tyle się słyszy w małych sklepach, że to takie drogie. Drugie zaskoczenie – poprawki są za pół ceny :-).  15 zł za naprawę jednej pary spodni – takich stawek nigdzie w stolicy chyba nie uświadczycie. Ale wszystko ma…. swoją cenę.

– Niech Pan mi powie, że się Pan nie śpieszy.

– Ale niech mi Pani powie, na kiedy mogą być.

– No…. Na 20 czerwca.

– Na kieeeeedyyyy?.

– Mam tyle roboty, że w niedzielę będę musiała pracować.

– To znaczy, że za tanio Pani sobie liczy za usługi. Niech Pani dorzuci 5 zł do pary. Mniej pracy, większa rentowność.

– Nie. Nie mogę. Klienci ze mnie zrezygnują. To na kiedy Pan potrzebuje?

– Ma Pani kalendarz?

– Tu wisi.

– Niech będzie 9 lub 12 czerwca. W każdym razie przed Bożym Ciałem.

– Będą na 12 czerwca. Lepiej 12 niż 9, bo mam jeszcze weekend wtedy.

Teraz tylko muszę uzbroić się w cierpliwość… Coś za coś.

Dwie sceny – podobny motyw

Ulica Szkolna. Jadę samochodem. Ścieżka rowerowa jest już oddana. Korzysta z niej mnóstwo uczniów „Dwójki”. Tymczasem po jezdni pędzi rowerzysta. Zwalniam, opuszczam szybę i grzecznie podpowiadam, że ma już do dyspozycji szlak dla jednośladu. W odpowiedzi słyszę, że jest… niebezpieczny i dlatego obywatel pedałuje po jezdni przeznaczonej dla aut. Dodam – bez odblasku i bez kasku.

Skrzyżowanie Sowińskiego i Sportowej. Uwieczniam przygotowane przez mieszkańców rondo filtrujące. Obok jedzie rowerzystka – nie ścieżką rowerową, ale główną jezdnią. Już nie zaczepiam. Tylko się zastanawiam – to przyzwyczajenie, brak akceptacji nowości czy też głupota. Dodam – i ta „bohaterka” również jechała bez kamizelki odblaskowej i kasku.

Te dwie osoby – oprócz zachowania – łączy też wiek. Miały na pewno grubo po 30/40. Cała nadzieja w tym, że młodzi szybciej złapią, do czego służy droga rowerowa. A może nie tylko młodzi? Gdy w niedzielny poranek biegałem wzdłuż Sowińskiego, małżeństwo w średnim wieku, na dwóch rowerach, korzystało z dobrodziejstwa ścieżki. I pomyśleć, że za kilkanaście miesięcy będą mogli dojechać przez Zieleniec do obwodnicy, a potem do samego Radzymina.

 

Izajasz 52,13-53,12

On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.

Wszystkiego dobrego na nadchodzące święta. Obyśmy pamiętali o tym, co jest najważniejsze…

#Żywyekran

Otwarcie obwodnicy będzie mieć dla mnie słodko-gorzki smak. Zapytacie dlaczego? No przecież Aleja Piłsudskiego zostanie odkorkowana, a przejazd z jednego końca Marek na drugi zajmie kilka minut, a nie kilkadziesiąt. „Hej stary, przecież z Orychem i Ostaszem zorganizowaliście cukierkową akcję, budowa jest na ukończeniu, więc skąd ten gorzki smak? – zapytał znajomy, gdy podzieliłem się z nim swoją refleksją.

Gdy staraliśmy się o budowę obwodnicy, wiedzieliśmy, że będziemy chronieni ekranami akustycznymi. Wprawdzie nie takimi wysokimi jak na Trasie Toruńskiej, ale na całej długości trasy przez Marki. To dawało szansę, że ci, którzy będą mieszkać przy drodze, nie zginą w hałasie, wytwarzanym przez co najmniej 60 tys. pojazdów, pędzących co najmniej 100 km/h. Nadzieja prysła jak bańka mydlana. Gdy wybuchła afera z ekranami na trasie Warszawa Łódź, GDDKiA zaczęła redukować ich długość i wysokość. Ale nie na trasie do Łodzi, ale w Markach i to w terenie zurbanizowanym. Od początku wysyłaliśmy sygnały – zastanówcie się, to jest nie w porządku, nie możecie popadać ze skrajności w skrajność. Zbieraliśmy podpisy, pielgrzymowaliśmy do polityków, pisaliśmy pisma – trafiliśmy na beton. Ba, burmistrz napisał do resortu infrastruktury, że miasto będzie partycypować w budowie ekranów. I co? I nic.

Dlatego nie dziwię się determinacji mieszkańców okolic Szpitalnej, Szkolnej, Wojskiego, Pałacowej. To oni będę najbardziej narażeni na hałas z obwodnicy. Na początku kwietnia ustawili żywy ekran – w miejscu, gdzie nie będzie tych prawdziwych, w odległości kilkudziesięciu metrów od bloków zamieszkiwanych przez setki (o ile nie tysiące) osób. Informacja poszła w świat. Czy ktoś ją usłyszy? Czy zniknie w hałasie wytwarzanym przez tysiące TIRów jadących z i do Białegostoku… Dodajmy, ze chodzi o niewielkie pieniądze. Budowa obwodnicy to prawie 740 mln zł. Koszt uzupełnienia ekranów – 1,3 proc. tej kwoty.

 

Kilka minut w ważnej sprawie

Kochani!  W tym roku miałem zaszczyt (bo tak to traktuję) otrzymać zaproszenie do społecznej pracy przy Mareckim Budżecie Obywatelskim. Rozpoczęliśmy dyskusję nad tegoroczną konstrukcją tego niezwykłego przedsięwzięcia. To Wy zaproponujcie i wybierzecie projekty, które zrealizujemy w 2018 r. W zespole ds. budżetu obywatelskiego zasiadają przedstawiciele mieszkańców, organizacji pozarządowych, rady miasta oraz burmistrza. Będziemy mądrzejsi Waszą wiedzą – zapraszam Was do wypełnienia ankiety, która pokaże nam, w którą stronę mamy zmierzać. Potrzeba na to zaledwie kilku minut. Dlatego proszę – kliknijcie w ten LINK i pokażcie nam, co jest dobre, a co należy zmienić. Serdecznie dziękuję!

Kupą Mości Panowie (i oczywiście Panie)

Na mareckim Facebooku powstała nowa grupa – Ekrany Akustyczne dla Obwodnicy Marek. Jej twórcami są osoby, mieszkające przy ul. Szpitalnej. Akurat ta część Marek jest najbardziej narażona na hałas z obwodnicy, gdyż… tu ekranów inwestor – GDDKiA – nie przewidział. To znaczy przewidział, ale w 2013 r. usunął. Proponuję dołączać się do tej grupy. Nasze działania (pisma, petycja, wizyty u polityków i w GDDKiA) na razie nie przyniosły rezultatów. Cieszę się, że powstaje społeczność, która – daj Boże – przemówi jednym. mocniejszym głosem.

Cieszę się, że wśród założycieli grupy nie ma przeciwników budowy obwodnicy. Ta trasa jest miastu po prostu potrzebna. Nie możemy się jednak zgodzić, by w terenie zurbanizowanym, w niewielkiej odległości od trasy szybkiego ruchu, nie było ŻADNYCH OSŁON AKUSTYCZNYCH. Tymczasem tak jest w przypadku ulic: Szpitalnej, Wiejskiej (i pewnie Pałacowej) oraz Szkolnej (na wysokości Pogodnego Osiedla i Kościoła). Tak więc – w myśl zasady – Kupą Mości Panowie (i oczywiście Panie) połączmy wysiłki na rzecz tak naprawdę kilku tysięcy mieszkańców zamieszkujących w bezpośrednim sąsiedztwie trasy.

Zaskoczony/zauroczony

Od roku powinienem był sobie zrobić okulary. Takie do pracy przy komputerze, przy którym pewnie wszyscy spędzamy (zbyt) dużą część naszego czasu. W lutym się zmobilizowałem, skończyłem badania i otrzymałem receptę. Wówczas pojawił się dylemat – gdzie to zrobić dobrze nie nadwyrężając kieszeni. Pierwsza myśl – jedna z sieciowek. Patrząc na doświadczenia rodziny – miało być tanio, zawsze wychodziło dość drogo. U drugiego optyka, mniejszej firmy ulokowanej w jednym z centrów handlowych, usłyszałem z kolei, że do oprawek, które sobie już wybrałem, trzeba zrobić specjalne szkła. Czyli cena razy dwa. Potem zrobiłem research wśród znajomych. Jeden z tropów podpowiedzieli mi Karolina i Jacek. Idź na Sportową – poradzili. Faktycznie, przy przychodni dziecięcej znajduje się malutka dziupla, w której działa salon optyczny. Wpadłem tam któregoś dnia. I byłem naprawdę mile zaskoczony/zauroczony. Nie tylko możliwością przebierania w oprawkach (a podobno to domena pań), ale również bardzo sensowną obsługą i, koniec końców, ceną. W rezultacie zapłaciłem połowę tego, co proponowano u innych optyków. Poszliśmy za ciosem. Moja Żona powinna była też wymienić szkła. Wybraliśmy się ponownie na Sportową. Byłem ciekaw opinii małżonki, która w takich kwestiach jest dość wymagająca. Ujęła ją fantastyczna obsługa, w tym – sensowne doradztwo. Na koniec zapytałem Panią z salonu optycznego, czy mogę polecać jej usługi (nie zaznaczając gdzie i jak). A ponieważ uzyskałem odpowiedź twierdzącą, niniejszym to czynię, oczywiście mając na nosie nowe okulary 🙂