GDDKiA, dlaczego nas nie słuchałaś…

Pod takim tytułem ukazał się mój tekst w „Ekspresie Mareckim”. Tradycyjnie poświęciłem go kwestii ekranów. O tym, że będzie za głośno, mówiliśmy dokładnie 6 lat temu. Wyjdzie na to, że jestem przemądrzały. Choć chciałbym się mylić. Całość tekstu poniżej. Za kilka dni – tym razem już tylko na blogu – dodatkowy komentarz.

Drogowa alternatywa

Wieść gminna niosła, że coś się dzieje tuż przy granicy z Warszawą, przy ul. Berensona. W wolnej chwili podjechałem rowerem, by sprawdzić, o co chodzi. Wygląda na to, że będziemy mieć kolejne utwardzone połączenie drogowe ze Białołęką. Wzdłuż Berensona pojawiły się już betonowe obrzeża i studzienki kanalizacyjne. Zapytałem wujka Google, czy coś wie na ten temat. Otóż wie i to całkiem sporo. W maju stołeczna Białołęka ogłosiła przetarg na rozbudowę Berensona na odcinku od Oknickiej (boczna od ul. Lewandów) do granicy z Markami (wyznaczonej przez ulicę Urbanistów). Wygrała go firma Fal-Bruk, która zbuduje odwodnienie, asfaltową jezdnię i chodnik. W dokumentacji przetargowej wpisano kwiecień 2020 r. jako termin zakończenia robót. Rzecz oczywista, że nie będzie to mocno uczęszczany szlak komunikacyjny między naszym miastem a Warszawą. Ale zawsze warto mieć w głowie alternatywę…

Żyjemy w roku obietnic…

…Wszyscy politycy z niemal każdej rozdają złote góry, nie licząc się z budżetowymi realiami. To nic, że schodzimy już ze szczytu koniunktury i gospodarka nie będzie pędzić jak dotychczas. Po nas choćby potop, byle tylko utrzymać się u władzy/odsunąć przeciwnika od władzy. W zasadzie w każdym mieście powinien wisieć billboard z kultowym cytatem Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”. Ale lubimy żyć w ułudzie, że to nie nam zabierze, tylko złodziejom i bogatym. O naiwni…

Piszę o tym specjalnie w kontekście mareckim. Środowa Rada Miasta podjęła decyzję, która nie wpisuje się w trend obiecywania wszystkiego (prawie) wszystkim. Jest niepopularna, bo podnosi bardzo niskie do tej pory opłaty za śmieci do wysokich. Ale miasto niespecjalnie ma inne wyjście. Z wyroku ustawodawcy jest tylko inkasentem. Tyle musi zebrać od mieszkańców, żeby pokryć koszty zagospodarowania śmieci. Wbrew potocznym opiniom, na tej operacji nie zarabia na tym ani grosza. Ba, już dokłada do tego interesu. Tak naprawdę dokłada z naszej wspólnej kieszeni, ale ponieważ tego nie odczuwamy bezpośrednio, nikomu to nie przeszkadza. Prawie nikomu.

Samorządowcy czasem muszą iść pod prąd, nawet jeśli kiedyś być może zapłacą za to wysoką cenę (polityczną). Bo jaka jest inna alternatywa? Ano taka, że albo zmieniasz miasto: budujesz drogi, szkoły, place zabaw, albo jesteś tylko administratorem (czyli dokładasz do śmieci, psujesz wyniki budżetu, wycinasz inwestycje) i nic nie robisz. Po jakimś czasie pojawią się pytania: ale dlaczego w mieście nic się nie dzieje? Ano m.in. dlatego…

Sytuacja wszystkich samorządowców robi się coraz mniej ciekawa. To, co wielu z Was ucieszy, czyli zbliżające się zmiany podatkowe w PIT, uderzy w budżety gmin, powiatów i województw. Pamiętajmy – to do samorządów trafia połowa dochodów z PIT. Jeśli minister finansów mówi, że skutki budżetowe obniżki PIT i zwiększenia kwoty wolnej wynoszą 10 mld zł rocznie, to znaczy, że do samorządów nie trafi 5 mld zł.

Poniższy post jest wyłącznie wyrazem osobistych opinii jego autora.

Lepiej niż w ubiegłym roku

Niedawno pisałem o pozytywnym zaskoczeniu, jakim była liczba ofert w przetargu na place zabaw. Zgłosiło się aż 13 wykonawców. Najkorzystniejsza oferta została już wybrana. Obiekty przy skwerze ks. Markiewicza oraz Wrzosowej wybuduje/zmodernizuje firma Bis-Wod-Kan z Raszyna. Kosztorys miasta opiewał na 300 tys., zwycięzca zaproponował kwotę ponad 238 tys. zł. Czyli zdarzyło się coś, o czym w zeszłym roku można było tylko  pomarzyć. Regularnie w przetargach przychodziła jedna, maksymalnie dwie oferty, zwykle powyżej kosztorysu. I nie był to problem marecki, ale ogólnopolski.

Dziś mamy drugi pozytywny sygnał. W ratuszu zostały otwarte oferty na modernizację ulicy Ustronie (boczna od Bandurskiego). Wpłynęły cztery propozycje (nieźle). Co więcej, trzy z nich mieszczą się w kosztorysie, wynoszącym 280 tys. zł. Jest więc szansa, że za drugim razem uda się wyłonić wykonawcę.

Kolejne testy klimatu biznesowego w na przełomie lutego i maja. Zobaczymy, ile firm stanie i ile zaproponują w przetargach na ogród zmysłów, Czackiego, Bema i Klonową. Zaglądajcie na marki.pl – tam dostaniecie informacje z pierwszej ręki.

Widziane w Markach

Przy Jowisza znajduje się niewielkie wzniesienie. Korzystam z niego, gdy uwieczniam zmiany, jakie widać przy budowie Mareckiego Centrum Edukacyjno-Rekreacyjnego. Jak widać, nie tylko ja jestem ciekawy. A trzeba uczciwie powiedzieć – dzieje się. Myślę, że zmiany – zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz – nabiorą przyśpieszenia. Jesienią przekonacie się na własne oczy!

Z kronikarskiego obowiązku

Kiedyś był tam salonik gier, potem w sylwestra sprzedawano sztuczne ognie. Od Nowego Roku przy Ząbkowskiej róg Kujawskiej (sklep spożywczy z dawną piekarnią) zainstalowano paczkomat. W dobie rosnącej popularności tego typu zakupów strzał w dziesiątkę. O czym z kronikarskiego obowiązku informuję. Wczoraj wieczorem zamawialiśmy książki. Już można było zaznaczyć paczkomat przy Ząbkowskiej. Mam nadzieję, że zadziała poprawnie, gdy już dojdą.

Najstarsi górale nie pamiętają…

Cóż, najwięcej uwagi dziś przykuwał przetarg na śmieci. Nic dziwnego, dotyczy nas wszystkich. Ale – przynajmniej na chwilę – postanowiłem oderwać się do tego tematu. Z zainteresowaniem przyglądałem się innemu postępowaniu. I tu znalazłem nutkę optymizmu.

Dziś w ratuszu były otwierane oferty w przetargu na dwa place zabaw – przy Wrzosowej oraz na skwerze księdza Markiewicza. Gdy ogłaszaliśmy przetarg, we wpisie na stronie marki.pl zastrzegaliśmy: jeśli wyłonimy wykonawcę. W poprzednich latach było sporo postępowań, do których albo nikt nie przystąpił, albo oferty były za duże. A tu niespodzianka. Wyobraźcie sobie, że do przetargu stanęło 13 (słownie trzynaście firm). Najstarsi górale nie pamiętają takiej liczby ofert (bodaj przy remoncie Pomnikowej zanotowaliśmy taki wynik). Co więcej, propozycje sześciu z nich mieszczą się w kosztorysie szacowanym na 300 tys. zł. Jest więc duża szansa, że się uda wyłonić wykonawcę. Oby to był dobry prognostyk przed kolejnymi przetargami m.in. na plac przy Sportowej czy ogród zmysłów przy Sowińskiego.

fot. Pixabay

Podwójne podziękowania

Zaniedbanie jest grzechem, a ja grzeszyć nie chcę. Dlatego dziś odrabiam zaległości i podwójnie dziękuję. Po pierwsze, za rzecz już dość odległą. W ubiegłorocznym budżecie obywatelskim zgłosiłem wniosek o doświetlenie przejść dla pieszych przy Ząbkowskiej. Wniosek nie przeszedł, zaniedbałem jego promocję, ale i tak zyskał poparcie ponad 200 osób. Zacne grono, któremu kłaniam się nisko.

Drugie podziękowania składam osobie, która wylicytowała ofiarowaną przez nas olimpijską kurtkę 4F z Soczi. W najpiękniejszych snach nie przypuszczałem, że w czasie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy padnie za nią kwota 600 zł. O tym też powinienem wcześniej napisać, ale nie ukrywam: byłem przybity śmiercią Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, z którym – jako dziennikarz – kilka materiałów przygotowywałem. W tych trudnych dniach człowiek starał się być lepszy. Dlatego postanowiłem, że wybaczę pytanie „komu ukradłeś kurtkę”, które usłyszałem wchodząc przed licytacją na scenę WOŚP. Nawet jeśli to był żart, to nie na miejscu.

Sztuka nówka nieśmigana

Wielkimi krokami zbliża się 14 marecki finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Postanowiliśmy też dołożyć cegiełkę do tej szlachetnej kwesty. W naszej szafie znajduje się dość cenna – tak nam się przynajmniej wydaje – rzecz. To model olimpijskiej, męskiej kurtki z Soczi, wyprodukowanej przez 4F. Jako mówią czasem młodzi ludzie – „sztuka nówka nieśmigana”, jeszcze z firmową metką. Z przodu zobaczycie logotyp olimpijski na tle polskiej flagi, z tyłu – dumny napis Polska. W weekend kurtka (rozmiar M) trafi w ręce przedstawicieli mareckiego sztabu WOŚP. Oni już będą wiedzieć, co z nią zrobić… Mam nadzieję, że olimpijska kurtka trafi w dobre ręce, a pieniądze zasilą konto orkiestry. #WOŚP #4F #Soczi

Więcej o finale TUTAJ

Wystrzelane – posprzątane

Drobiazg, który cieszy. Część z nas lubi sylwestrowe fajerwerki. Niestety, w poprzednich latach w pierwszy dzień roku mareckie ulice były usłane odpadkami z różnego rodzaju rac. Rano włożyłem sportowy strój i poszedłem (a raczej pobiegłem)  walczyć ze zbędnymi kilogramami. Przy okazji rzuciłem okiem na posylwestrowy stan kilku ulic. Byłem pozytywnie zaskoczony. Tylko w jednym miejscu (a sporo – jak na swoje warunki – przebiegłem) znalazłem nieposprzątane elementy po fajerwerkach. Ząbkowska (od Szkolnej do Szpitalnej), Szpitalna, Zygmuntowska, Zagłoby, Kościuszki-Sosnowa – ci, którzy strzelali, po sobie sprzątnęli. Drugie wrażenie jest takie, że jednak w tym roku ludzie urządzili mniej ogniowych pokazów, Kryzysu nie ma, ludzi stać na takie hmmm wystrzałowe zakupy, więc to chyba jednak zasługa apeli, aby w sylwestrową noc przestać straszyć domowe zwierzęta.