Kilka minut w ważnej sprawie

Kochani!  W tym roku miałem zaszczyt (bo tak to traktuję) otrzymać zaproszenie do społecznej pracy przy Mareckim Budżecie Obywatelskim. Rozpoczęliśmy dyskusję nad tegoroczną konstrukcją tego niezwykłego przedsięwzięcia. To Wy zaproponujcie i wybierzecie projekty, które zrealizujemy w 2018 r. W zespole ds. budżetu obywatelskiego zasiadają przedstawiciele mieszkańców, organizacji pozarządowych, rady miasta oraz burmistrza. Będziemy mądrzejsi Waszą wiedzą – zapraszam Was do wypełnienia ankiety, która pokaże nam, w którą stronę mamy zmierzać. Potrzeba na to zaledwie kilku minut. Dlatego proszę – kliknijcie w ten LINK i pokażcie nam, co jest dobre, a co należy zmienić. Serdecznie dziękuję!

Kupą Mości Panowie (i oczywiście Panie)

Na mareckim Facebooku powstała nowa grupa – Ekrany Akustyczne dla Obwodnicy Marek. Jej twórcami są osoby, mieszkające przy ul. Szpitalnej. Akurat ta część Marek jest najbardziej narażona na hałas z obwodnicy, gdyż… tu ekranów inwestor – GDDKiA – nie przewidział. To znaczy przewidział, ale w 2013 r. usunął. Proponuję dołączać się do tej grupy. Nasze działania (pisma, petycja, wizyty u polityków i w GDDKiA) na razie nie przyniosły rezultatów. Cieszę się, że powstaje społeczność, która – daj Boże – przemówi jednym. mocniejszym głosem.

Cieszę się, że wśród założycieli grupy nie ma przeciwników budowy obwodnicy. Ta trasa jest miastu po prostu potrzebna. Nie możemy się jednak zgodzić, by w terenie zurbanizowanym, w niewielkiej odległości od trasy szybkiego ruchu, nie było ŻADNYCH OSŁON AKUSTYCZNYCH. Tymczasem tak jest w przypadku ulic: Szpitalnej, Wiejskiej (i pewnie Pałacowej) oraz Szkolnej (na wysokości Pogodnego Osiedla i Kościoła). Tak więc – w myśl zasady – Kupą Mości Panowie (i oczywiście Panie) połączmy wysiłki na rzecz tak naprawdę kilku tysięcy mieszkańców zamieszkujących w bezpośrednim sąsiedztwie trasy.

Zaskoczony/zauroczony

Od roku powinienem był sobie zrobić okulary. Takie do pracy przy komputerze, przy którym pewnie wszyscy spędzamy (zbyt) dużą część naszego czasu. W lutym się zmobilizowałem, skończyłem badania i otrzymałem receptę. Wówczas pojawił się dylemat – gdzie to zrobić dobrze nie nadwyrężając kieszeni. Pierwsza myśl – jedna z sieciowek. Patrząc na doświadczenia rodziny – miało być tanio, zawsze wychodziło dość drogo. U drugiego optyka, mniejszej firmy ulokowanej w jednym z centrów handlowych, usłyszałem z kolei, że do oprawek, które sobie już wybrałem, trzeba zrobić specjalne szkła. Czyli cena razy dwa. Potem zrobiłem research wśród znajomych. Jeden z tropów podpowiedzieli mi Karolina i Jacek. Idź na Sportową – poradzili. Faktycznie, przy przychodni dziecięcej znajduje się malutka dziupla, w której działa salon optyczny. Wpadłem tam któregoś dnia. I byłem naprawdę mile zaskoczony/zauroczony. Nie tylko możliwością przebierania w oprawkach (a podobno to domena pań), ale również bardzo sensowną obsługą i, koniec końców, ceną. W rezultacie zapłaciłem połowę tego, co proponowano u innych optyków. Poszliśmy za ciosem. Moja Żona powinna była też wymienić szkła. Wybraliśmy się ponownie na Sportową. Byłem ciekaw opinii małżonki, która w takich kwestiach jest dość wymagająca. Ujęła ją fantastyczna obsługa, w tym – sensowne doradztwo. Na koniec zapytałem Panią z salonu optycznego, czy mogę polecać jej usługi (nie zaznaczając gdzie i jak). A ponieważ uzyskałem odpowiedź twierdzącą, niniejszym to czynię, oczywiście mając na nosie nowe okulary 🙂

Żal mi mieszkańców Szpitalnej

szpitalna1Nie będę się wymądrzał i pisał – trzeba było sprawdzać, co się kupuje. Tak byłoby najprościej zamknąć temat wszystkich mieszkań/domów znajdujących się w pobliżu planowanej obwodnicy, w tym przede wszystkim z ul. Szpitalnej. Nowy blok (kilkaset osób) znajduje się bardzo blisko ekspresówki, od ruchliwego szlaku (co najmniej 60 tys. pojazdów na dobę, w tym tiry) oddzielał go jedynie rachityczny lasek. Którego już nie ma. Właściciel terenu – zgodnie z nowym prawem – zrobił tam wycinkę. Ten lasek dawał mieszkańcom Szpitalnej jakąś minimalną nadzieję na zmniejszenie uciążliwości dobiegających z esósemki. Bo musicie Państwo wiedzieć, że tam nie będzie ekranów akustycznych. To znaczy: one kiedyś w dokumentacji były, ale po wybuchu afery z obudowaną ekranami trasą Warszawa Łódź wyleciały – mimo naszych protestów – z dokumentacji środowiskowej dla Marek. I nie jest to niestety jednostkowy przypadek. Jest coraz więcej miejscowości w Polsce, których mieszkańcy budzą się, że przy autostradach i ekspresówkach nie ma ekranów. My w Markach nie zaspaliśmy. Od razu po wycince (modne słowo ostatnio) osłon składaliśmy pisma, zbieraliśmy podpisy, odwiedzaliśmy urzędników i posłów różnej maści. Co tu dużo mówić – jak na razie walimy grochem o ścianę. I będziemy walić – aż do skutku…

szpitalna2Ostatnio dwóch mieszkańców Marek złożyło pisma w sprawie rozszerzenia zakresu badania hałasu po oddaniu obwodnicy. Czy możecie uwierzyć, ze przewidziane miejsca kontroli decybeli znajdowały się tylko za ekranami? Nie było tam badania na wysokości Wiejskiej czy Szpitalnej, nie było na wysokości Szkolnej, w pobliżu Pogodnego Osiedla, które też musi się (na razie) obejść bez osłon akustycznych. Czy pismo odniesie skutek i chociaż zostaną przeprowadzone badania? Nie odpowiem na to pytanie. Przypomina mi się szmonces, w którym Pan Bóg mówi do modlącego się o wygraną na loterii Samuela: daj mi szansę, kup los. Los kupiliśmy, ale wiecie jakie jest prawdopodobieństwo wygranej… No chyba że Opatrzność nam pomoże….

Ubodzy krewni

Gdzieś w internecie mignęło mi zdanie, że Warszawa na powiększeniu nie straci, bo dołączają do niej bogate gminy. To mnie skusiło do refleksji na temat zamożności gmin, której mają stać się częścią wielkiej Warszawy. Jak to zmierzyć? Bogactwem są ludzie (sprawni samorządowcy, aktywni mieszkańcy), bogactwem są rzeczy materialne (wartość nieruchomości i spółek należących do gminy), symbolem  bogactwa może być wreszcie budżet (np. wielomiliardowy Warszawy). Żeby to wszystko policzyć, trzeba byłoby napisać prawdopodobnie pracę doktorską.

Na swój użytek sięgnąłem po ubiegłoroczny ranking zamożności, który co roku publikuje dwutygodnik samorządowy „Wspólnota” przygotowany przez profesora Pawła Swianiewicza, byłego doradcę prezydenta ds. samorządów, i Julitę Łukomską. Autorzy wzięli pod lupę dochody gmin, powiatów i województw i podzielili je przez liczbę mieszkańców. Tak powstał ranking, z którego wynika, że najbogatszym samorządem w naszym kraju kolejny raz jest Kleszczów (prawie 44 tys. zł per capita), czyli wieś z woj. łódzkiego. No, ale ona ma kopalnię i elektrownię na swoim terenie.

Wróćmy do stołecznego wianuszka metropolitarnego. Oczywiście – patrząc przez pryzmat wielkich liczb – najbogatsza będzie Warszawa. Ale już w przeliczeniu na jednego mieszkańca pokonuje ją… znowu wieś. To Lesznowola, której dochody wyniosły 7,2 tys. zł. Wynik Warszawy też niemały, bo sięgający 6,8 tys. zł. Zwłaszcza w porównaniu z Markami, które znajdują się w dolnej części poniższej tabeli. Jeszcze nie przekroczyliśmy 3 tys. zł na głowę, ale może w kolejnej edycji rankingu  tak się stanie. Tak czy owak nadal będziemy (???)  ubogimi krewnymi… Oczywiście tylko w wymiarze finansowym, bo w społecznym na pewno bylibyśmy wyżej w takim zestawieniu.

bogaci-i-biednni

Z Warszawy do Warszawy

ulotkaaaaW przypadku ustawy metropolitarnej staram się eksplorować wątki, które wypłyną pewnie nieco później.  Wczoraj wspominałem o konfliktach społecznych, dziś moje myśli kieruję w stronę dochodów z PIT. Z deklaracji twórców projektu wynika, że gminy z wianuszka zachowają odrębność finansową. To oznacza, że nadal jedną z podstaw budżetu Marek będą udziały w podatku dochodowym od osób fizycznych. To jest rzecz, która w żadnym stopniu nie dotyka Kowalskiego – PIT i tak płaci (jeśli nie pracuje na czarno), samorząd czerpie z tego profity. Jest jeden warunek – musi wskazać jako miejsce zamieszkania Marki.

Po prawdopodobnym wprowadzeniu ustawy metropolitarnej motywacja do zmiany miejsca zamieszkania może zacząć spadać, zwłaszcza dla byłych warszawiaków. Myślenie może być takie – po co mam się przemeldowywać, skoro z powrotem (za sprawą ustawodawcy) jestem w Warszawie. Świeżo upieczeni mieszkańcy mogą zacząć myśleć, że jest jeden wspólny stołeczny worek, więc po co zawracać sobie głowę formalnościami? Tym trudniejsza robota przed lokalnym samorządem, by uświadamiać, że choć nowy obywatel będzie mieszkał w powiększonej Warszawie, to jednak w tej części, która potrzebuje jego udziału w PIT. Czyli mamy jeszcze jeden powód do tego, by pielęgnować odrębność i tożsamość.

 Ps. Na razie ważniejsza sprawa. Rozpoczynają się konsultacje w sprawie przebudowy Alei Piłsudskiego. Więcej TUTAJ Warto być

Idealny świat vs chropowata rzeczywistość

Wielu z Was zastanawia się nad konsekwencjami samorządowymi i oczywiście politycznymi projektu ustawy metropolitarnej. Mnie od kilku dni frapuje wątek społeczny. W teorii ustawa ma łączyć, w praktyce może (choć nie musi) się okazać, że pogłębia podziały – te ludzkie. Mieszkańcy Warszawy będą mieć pretensje o to, że ci, którzy mieszkają w tzw. wianuszku, uczestniczą w wyborze prezydenta stolicy. Mieszkańcy wianuszka – że warszawiacy wtrącają się w życie ich własnych małych ojczyzn, które i tak kooperują z Warszawą. Tak jak Marki. Ścieki odprowadzamy do Warszawy, pierwszą strefę biletową już mamy, ze stolicą (i nie tylko) dogadaliśmy się też w sprawie dróg rowerowych. Wszystko na drodze porozumień – bez ingerencji ustawodawcy.

Mnóstwo złych emocji będzie się wiązało de facto z czymś, co określę mianem przeniesienia praw miejskich. Marki, które w tym roku obchodzą 50-lecie nadania takich praw, w nowym układzie utrzymają status gminy, ale nie jako samodzielnego miasta, ale części Warszawy (choć nie dzielnicy). Zamiast sformułowania Gmina Miasto Marki będziemy używać Gmina Marki Miasta Stołecznego Warszawy. Niby drobiazg, ale symboliczne podkreśla podległość wobec nowego superpowiatu. No i pewnie utratę części kompetencji.

Jeśli ustawa przejdzie (a pewnie przejdzie, bo w tym parlamencie cuda się nie zdarzają), czeka nas wyniszczająca samorządowa kampania wyborcza. Co ciekawe, podziały nie będą tak oczywiste. Część tradycyjnego elektoratu PiS może być skutecznie wyleczona z powtórnego głosowania na partie rządzącą, która chce odebrać część kompetencji lokalnym samorządom i okryć je warszawskim płaszczem. Z kolei cześć tzw. słoików, którzy przenieśli się pod Warszawę i głosują na PO, być może będzie zachwycona pomysłem rozszerzenia stolicy, powrotu do macierzy i wzrostu wartości ich nieruchomości.

W idealnym świecie doszłoby do referendów lokalnych, które pokazałyby, czego chcą ludzie (i wcale frekwencja nie byłaby niska). Ale tak by było w idealnym świecie, a nie naszej chropowatej rzeczywistości.

 

Cztery mareckie Gazele Biznesu

15782625_1266723400048713_312973656_nCo roku redakcja, w której pracowałem niemal dwie dekady, przygotowuje ranking „Gazel Biznesu”. Tuż przed Nowym Rokiem wpadł w me ręce (dzięki Olu) raport za 2016 r. Cenię to zestawienie nie tylko dlatego, że jest dziełem „PB”, ale również (a może przede wszystkim) za to, że o kształcie listy nie decyduje jury, ale wyłącznie twarde dane finansowe. I tak tegoroczną „Gazelą Biznesu” mogła być mała lub średnia firma która:

– rozpoczęła działalność przed 2013 r

– w latach 2013-15 ani razu nie zanotowała straty

– w 2103 r. miała minimum 3 mln zł sprzedaży i w 2015 r. nie przekroczyła pułapu 200 mln zł

– w latach 2013 – 2015 z roku na rok odnotowywała przyrost sprzedaży

– o miejscu w rankingu decyduje trzyletnia dynamika przychodów

Co roku zaczynam lekturę dłuuuuuuuugiej listy (w tegorocznej edycji jest prawie 4,4 tys. podmiotów) od poszukiwań firm z Marek. Wynotowałem cztery.

Najwyżej w rankingu uplasowała się spółka, której siedzibę pewnie wielu z Was codziennie mija. To Minsbud, którego biurowiec znajduje się przy Al. Piłsudskiego 20 (róg Pałacowej). Firma, która zajmuje się wykonawstwem robót instalacyjnych oraz sprzedażą materiałów hydraulicznych, znalazła się na 397 miejscu na Mazowszu oraz 1835 w kraju. Przez trzy lata (2015 vs 2013) dynamika jej przychodów wyniosła 36,17 proc.

Na 405 miejscu na Mazowszu oraz 1870 w kraju ulokował się Agamet, mój sąsiad z ul. Leśnej. Pamiętam, że już w ubiegłym roku znalazł się na liście Gazel Biznesu. Firma zajmuje się produkcją okuć do mebli i szkła, a dynamika jej przychodów wyniosła 35,47 proc.

Niedaleko od Minsbudu i Agametu (oczywiście w rankingu) uplasowali się Skłodowscy. To kancelaria podatkowa, której siedzibę mijają ci kierowcy, którzy korzystają z ul. Kościuszki. Skłodowscy znaleźli się na 425 miejscu na Mazowszu oraz 1959 w kraju. Ich trzyletnia dynamika przychodów wyniosła niemal 34 proc.

Czwartą firmą z Marek na liście Gazel Biznesu jest Mega-Pack. To dostawca opakowań dla przemysłu spożywczego, którego siedziba znajduje się przy Okólnej. Mega-Pack jest na 520 miejscu na Mazowszu oraz 2420 w kraju. W jego przypadku dynamika przychodów wyniosła 127,46 proc.

Dwanaście miesięcy temu liczyłem, że na nowej liście będzie trochę mareckich Gazel. I tu przyznam: trochę się zawiodłem – poprzednio było pięć, teraz są cztery. Niewielką pociechą jest fakt, że i tak mamy najsilniejszą reprezentację w powiecie. Tak czy owak – władzom i pracownikom tych czterech mareckich przedsiębiorstw należą się gorące brawa. Rośnijcie szybko – najlepiej z coraz wyższą rentownością!

Sakralne cuda

IMG_1211Dawno, dawno temu… (no może nie tak dawno, ale parę ładnych lat już minęło) odkryłem niezwykłe bogactwo Marek. Niemal przy każdej większej ulicy znajduje się sakralna figurka (głównie Maryjna). Natchnęło mnie wtedy, że Te, które spotykam na swej drodze (najczęściej podczas biegania), będę uwieczniał i publikował na blogu. Powstała nawet specjalna kategoria (dziś powiedzielibyśmy hasztag) „madonny”.

Niestety, mojego zapału nie starczyło na wszystkie lata pisania, poza tym fotografowałem i opisywałem zwykle te figurki, które znajdują się w południowej lub centralnej części Marek. Dlatego z radością przeczytałem informację, że Radek Dec chce zinwentaryzować mareckie kapliczki, figurki sakralne i krzyże. Ta zbiorowa praca ma być uwieńczona wystawą oraz publikacją o niezwykłym bogactwem naszego  miasta. Trzymam kciuki za powodzenie projektu!

Ze względu na bliskość zamieszkania największą estymą darzę Madonnę, która znajduje się przy Protazego. Podświetlona, wygląda niezwykle w nocy. Czekam aż spadnie śnieg, by uwiecznić ją w zimowym anturażu. Niezwykła jest też ostatnia stacja Drogi Krzyżowej na Strudze (zdjęcie obok) – Chrystusa triumfującego po wyjściu z grobu, autorstwa krakowskiego rzeźbiarza Wincentego Kućmy. Pewnie są jeszcze inne sakralne skarby, o których przeczytam w przygotowywanej publikacji.