No po prostu szok. Jest ósma rano, niedziela. Biegnę jedną z mareckich ulic (celowo nie podaję nazwy), a tu – radiowóz. Dobrze zaparkowany. Nie widać go ani z jednej, ani z drugiej strony. Ruch jest niewielki, więc praktycznie każdy samochód jest zatrzymywany. I wcale nie chodzi o prędkość. Narzędziem w rękach policjantów  nie jest suszarka, ale alkomat. Cóż, ja się tam cieszę. Ba, panowie, proszę częściej. Niech to ma charakter prewencyjny. Wtedy osoby, które lubią wsiadać po kielichu, może dobrze się zastanowią, że także w Markach można stracić prawo jazdy. I dlatego, pozwólcie, nie podam nazwy ulicy.

Reklamy